Chrześcijaństwo to droga, a nie religia.

Chrześcijaństwo to droga – nie ma w sobie nic z religii.
Zdaję sobie sprawę, jak to dziwnie może brzmieć. Przecież chrześcijaństwo jest jedną z wielkich religii świata, ma dwa tysiące lat tradycji i tak dalej. Tak przynajmniej podają encyklopedie, tak myśli się o chrześcijaństwie.

Zrobiono z chrześcijaństwa religię i tym samym skrzywiono nauczanie Jezusa.
Dzięki temu Jego uczniowie mieli stać się jak inni ludzie podlegli władzy, bardziej ulegli wpływom przewodników duchowych.
Jezus nie stworzył nowej religii ani tym bardziej nie zreformował judaizmu świątynnego. Stworzył czy raczej przywrócił właściwe relacje między stworzeniem a Stwórcą. Wskazał drogę, jaką iść przez życie, by być w zgodzie z Bogiem, sobą i ludźmi.

 

 

Czym jest religia, jakie są jej cechy charakterystyczne.

 

 

Na pewno podstawą do tego by powstała religia jest wiara w istnienie boga lub bogów. Jednak sama wiara i człowiek w to wierzący nie jest jeszcze religią.
Do tego potrzebny jest kult, rytuał – czyli sposób, w jaki się tego boga/bogów czci, w jaki musi żyć prawdziwy wyznawca danej religii.

 

Powstają więc doktryny, czyli właściwe a często uznawane za jedyne prawdziwe rozumienia boga, relacji między nim a człowiekiem, wydające orzeczenia co jest dobre a co nie, tworzy się prawo obowiązujące wyznawców owej doktryny.

 

Zostają też opracowane sposoby właściwej komunikacji z bogiem i wyznacza się osoby bardziej ku temu celowi przygotowane, mające specjalne predyspozycje, by pośredniczyć w kontakcie bóg – człowiek. Tacy ludzie są nazywani kapłanami lub szamanami.

 

Religie mają swoje miejsca święte, w których odprawiają kult, składają ofiary, gdzie spotykają się wierni, by w tym uczestniczyć.

 

Komunikacja między bogiem/bogami a zwykłym człowiekiem zwłaszcza w sprawach ważnych jest prowadzona przez kapłana. To osoba, która wie więcej, bo studiowała pisma danej religii lub jest nią dziedzicznie a czasem ma pewne predyspozycje duchowe. Modlitwa takiego osobnika jest uznawana za mającą większą moc.

 

Często religiom towarzyszy jeszcze zwyczaj pielgrzymowania w miejsca ważne dla jej wyznawców.

 

Wszystkie te punkty są sprzeczne z nauczaniem Jezusa.
Patrząc na to, jak ma wyglądać relacja człowiek — Bóg na dzisiaj, gdy nie ma już świątyni w Jerozolimie, powiem więcej – one są sprzeczne z całą Biblią.
Świątynia w Jerozolimie to było jedyne miejsce, gdzie można było składać ofiary Bogu.
Nie było innego.
Co prawda co jakiś czas pojawiał się ktoś z pomysłem budowy ołtarzy to tu to tam, ale Bogu nie podobało się to. Wielokrotnie i jasno mówił o tym.

 

Dzisiaj nie ma miejsca, które jest bardziej właściwe do spotkania z Bogiem, modlitwy, mówienia o Nim.
Jest takie jedno zdanie, które ciekawie definiuje miejsce i ilość wierzących uznawana za kworum przez Jezusa.

 

 

„Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” Mt 18,20

 

 

Mamy tu miejsce – „gdziekolwiek” a ilość osób to ledwie sztuk 2.

 

Kapłani w czasach, gdy istniała świątynia i składano ofiary, pochodzili z jednego rodu. Nikt nie mógł zająć ich miejsca, które było przekazywane w pakiecie z urodzeniem. Gdy świątynia została zburzona nie mają już nic do roboty. Miejsce nie istnieje, system ofiar nie działa.
Kapłani jednak istnieją nadal.
Kapłanem jest każdy, kto jest uczniem Pana. Nic nie zmieniło się jednak w kwestii dziedziczenia kapłaństwa przez urodzenie – teraz jest w pakiecie z nowym narodzeniem.
Każdy z tych kapłanów nowotestamentowych ma taki sam dostęp do Boga. Pośrednik w tym jest tylko jeden – Jezus.

 

 

„Odrzuciwszy więc wszelkie zło, wszelki podstęp i udawanie, zazdrość i jakiekolwiek złe mowy, jak niedawno narodzone niemowlęta pragnijcie duchowego, niesfałszowanego mleka, abyście dzięki niemu wzrastali ku zbawieniu — jeżeli tylko zasmakowaliście, że słodki jest Pan. Zbliżając się do Tego, który jest żywym kamieniem, odrzuconym wprawdzie przez ludzi, ale u Boga wybranym i drogocennym, wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa. To bowiem zawiera się w Piśmie: Oto kładę na Syjonie kamień węgielny, wybrany, drogocenny, a kto wierzy w niego, na pewno nie zostanie zawiedziony. Wam zatem, którzy wierzycie, cześć! Dla tych zaś, co nie wierzą, właśnie ten kamień, który odrzucili budowniczowie, stał się głowicą węgła — i kamieniem upadku, i skałą zgorszenia. Ci, nieposłuszni słowu, upadają, do czego zresztą są przeznaczeni. Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła, wy, którzyście byli nie — ludem, teraz zaś jesteście ludem Bożym, którzyście nie dostąpili miłosierdzia, teraz zaś jako ci, którzy miłosierdzia doznali.” 1P 2,1-10

 

 

To nie jest tylko przenośnia, każdy z uczniów Jezusa ma dostęp do Boga taki jak kiedyś kapłani z rodu Aarona.

 

 

Teraz sprawa rytuałów i kultu.

 

 

Nie ma nic o tym, jak należy się modlić, by było to właściwe. Nie ma znaczenia czy siedzisz, stoisz czy leżysz, jesteś wystrojony, czy w ciuchach roboczych.
Chrześcijanin to taki osobnik, który jednak musi mieć świadomość, że wszystko, co robi, jak i gdzie jest robione przed Bożymi oczami. Nie da się obcować z Bogiem od święta czy w jakichś godzinach dnia. Masz to cały czas.
Wspaniała wiadomość i straszna zarazem.

 

Tak wiem, że Paweł pisze w liście do mieszkańców Koryntu, by kobiety były okryte  a modlący się mężczyźni mieli gołe głowy. W 1 Liście do Tymoteusza nie mówi już o welonach czy gołych głowach mężczyzn.

 

 

„Chcę więc, by mężczyźni modlili się na każdym miejscu, podnosząc ręce czyste, bez gniewu i sporu. Podobnie kobiety – w skromnie zdobnym odzieniu, niech się przyozdabiają ze wstydliwością i umiarem, nie przesadnie zaplatanymi włosami albo złotem czy perłami, albo kosztownym strojem, lecz przez dobre uczynki, co przystoi kobietom, które się przyznają do pobożności.” 1Tym2,8-10

 

 

Miały włosy na widoku skoro mowa o fryzurze i jej ozdobach.

 

Tu dotykamy sprawy doktryny, którą ma każda religia. Doktryna to sposób interpretacji Pisma, rozumienie praw i zasad.
Doktryna sama w sobie nie jest niczym złym, bo jako sposób rozumienia jakiejś dziedziny życia, wiedzy i każdy ją ma. Gorzej, gdy jakaś grupa ludzi uznaje, że jej sposób rozumienia — zostańmy na gruncie Biblii, chrześcijaństwa i religii — jest jedynie właściwy.

Zwykle poza sprawami ważnymi jak to, że jest Bóg, doktryny są ukraszone lokalnym folklorem religijnym. Jedni grzmią z ambon, że dobry chrześcijanin to abstynent. Argumentują stosownymi wersetami z Pisma swoje prawa i wymogi nakładane na członków wspólnoty.
Inni chodzą do spelun i pijąc piwo, z mocno wstawionymi osobnikami uważają, że ewangelizują w ten sposób. Ci oczywiście też mają oparcie w odpowiednich wersetach Pisma.
Zwłaszcza wersety wyrwane z listów, oderwane od kontekstu, czasu oraz miejsca i adresata dobrze da się naginać, w każdą stronę.

Rzadko twórca doktryn zastanowi się, dlaczego w takim razie w listach zwłaszcza Pawła tyle niekonsekwencji, a nawet twierdzeń sprzecznych z Prawem.

Dam wam jeden przykład.

 

 

„Przykaż im, żeby były nienaganne. A jeśli kto o swoich, zwłaszcza o domowników nie ma starania, ten zaparł się wiary i jest gorszy od niewierzącego. Na listę wdów może być wciągnięta niewiasta licząca lat co najmniej sześćdziesiąt i raz tylko zamężna, mająca dobre imię z powodu szlachetnych uczynków: że dzieci wychowała, że gościny udzielała, że świętym nogi umywała, że prześladowanych wspomagała, że wszelkie dobre uczynki gorliwie pełniła. Młodszych zaś wdów na listę nie wciągaj, bo gdy namiętności odwiodą je od Chrystusa, chcą wyjść za mąż, ściągając na się potępienie, ponieważ pierwszej wierności nie dochowały; oprócz tego zaś uczą się próżniactwa, chodząc od domu do domu, i nie tylko nic nie robią, lecz są także gadatliwe i wścibskie i mówią, czego nie trzeba. Chcę tedy, żeby młodsze wychodziły za mąż, rodziły dzieci, zarządzały domem i nie dawały przeciwnikowi powodu do obmowy; albowiem niektóre już się odwróciły i za szatanem poszły. Jeśli kto z wiernych ma w swej rodzinie wdowy, niech je wspomaga, aby zbór nie był obciążony i mógł wspierać te, które rzeczywiście są wdowami.” 1Tym5,7-16

 

 

Paweł był człowiekiem jak my. Pisał do konkretnych adresatów swoje listy. Dotyczyły one konkretnych sytuacji i osób. Są tu skróty myślowe jasne dla adresata listu, ale nie dla współczesnego czytelnika. Zresztą współcześni też miewali z Pawłowymi pismami problem, co skomentował Piotr:

 

 

„A cierpliwość Pana naszego uważajcie za ratunek, jak i umiłowany brat nasz, Paweł, w mądrości, która mu jest dana, pisał do was; tak też mówi we wszystkich listach, gdzie o tym się wypowiada; są w nich pewne rzeczy niezrozumiałe, które, podobnie jak i inne pisma, ludzie niewykształceni i niezbyt umocnieni przekręcają ku swej własnej zgubie. „ 2P 3,15-16

 

 

Owo niewykształcenie to ignorancja a w przypadku listów jest nią niezwracanie uwagi na to, kim jest adresat, gdzie żyje w jakiej kulturze i w jakim czasie.

Wróćmy do owego dziwne i pokręconego tekstu o wdowach z listu do Tymoteusza.

Czepiając się literalnie tego nauczania Pawła to wdowa, jeżeli była bezdzietna nie zasłużyła sobie na opiekę – „że dzieci wychowała”.

Dalej jest jeszcze ciekawiej, bo „Młodszych zaś wdów na listę nie wciągaj, bo gdy namiętności odwiodą je od Chrystusa, chcą wyjść za mąż, ściągając na się potępienie, ponieważ pierwszej wierności nie dochowały”.

Bóg nie zabrania nikomu żenić się ani wychodzić za mąż po śmierci współmałżonka.
Paweł był faryzeuszem przed nawróceniem więc znał doskonale Prawo, zakładam dlatego, że nie chodzi mu o przysięgę małżeńską. Tym bardziej, że trochę dalej pisze „Chcę tedy, żeby młodsze wychodziły za mąż, rodziły dzieci, zarządzały domem i nie dawały przeciwnikowi powodu do obmowy”.

 

Komu więc nie dochowały wierności te kobiety?

 

Idę tu tropem namiętności, która odwiodła je od Chrystusa. To jemu nie dochowały wierności. Mogę się tylko domyślić, że związały się z mężczyznami niebędącymi uczniami Pana i poszły za nimi do ich bogów.

 

Takich fragmentów w listach jest sporo. To wersety niejednoznaczne z pozoru lub trudne do zrozumienia przez nie znajomość osób, o których mowa i wydarzeń. Stają się one często kamieniem węgielnych wielu dziwacznych doktryn. Zwykle mają one na celu nakładanie ograniczeń na ludzi we wspólnocie do tego motywowane „prawem boskim” opartym na Biblii. Mamy już doktrynę i doktrynotwórców – czyli tych wiedzących więcej i lepiej.

 

 

Tak rodzi się religia.

 

 

Gdy chodzi o prawidłowe rozumienie nauki Jezusa, warto skupić się na początek na tym, co mówi On sam. Są takie wydania Nowego Testamentu, gdzie słowa Jezusa drukuje się na czerwono. Szkoda, że tylko angielskie. Taki druk bardzo ułatwia poukładanie sobie hierarchii wypowiedzi różnych osób w Piśmie.

 


Trzeba zawsze pamiętać, że każdy sam zda Bogu sprawę z tego, jak żył, co robił a czego nie, dlaczego podejmował takie, a nie inne decyzje.
Nie da się tego wytłumaczyć Bogu wiernością w danym momencie życia doktrynie tego czy innego odłamu chrześcijaństwa.


 

 

O ile to normalne, że lubimy mieć wkoło siebie ludzi, z którymi mamy podobny sposób rozumienia świata i priorytety to trzeba uważać, by nie uznać tego za jedynie słuszną drogę do Boga.
Fundamentem nie może być doktryna czy co gorsze dogmat – twierdzenie przyjęte za prawdziwe i koniecznie do wierzenia a będące kompletnie bez oparcia w Biblii.

 

 

Co w takim razie jest fundamentem chrześcijaństwa?

 

To te drukowane na czerwono w słowa Jezusa.
To chociażby te:

 

 

„Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę. Odezwał się do Niego Tomasz: Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę? Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście. Rzekł do Niego Filip: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy. Odpowiedział mu Jezus: Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię. Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania.” J 14,1-16

 

 

Chrześcijaństwo to bycie uczniem i naśladowcą Jezusa Chrystusa. Tu nie ma drogi na skróty – wszystko trzeba przepracować osobiście, także doktryny, by być w zgodzie z sobą samym, postępować zgodnie z własnym sumieniem.

Bezmyślne powtarzanie za kimś to w najlepszym wypadku głupota. Wyobraź sobie, że jesteś w górach na wąskiej półce. Z jednej strony masz ścianę skały po chmury a z drugiej przepaść po piekło.

Zamykasz oczy, zakładasz słuchawki na uszy i prosisz kogoś, z kim masz kontakt telefoniczny, kto twierdzi, że kiedyś słyszał jak iść tą drogą, od kogoś kto słyszał, że takie jej przejście to właściwy sposób by cię pilotował.
Czy to jest rozsądne?

 

Wiem, że mówienie głośno „nie wiem tego”, „nie rozumiem”, nie zgadzam się z tym” w grupie może prowadzić do ostracyzmu.
Jeżeli jednak taka grupa, wspólnota, kościół to uczniowie Jezusa, zrozumieją i pomogą ci szukać odpowiedzi.
Jeżeli będą podawać gotowce jedynie prawdziwe to, no cóż, jest takie słowo — sekta a ja powiem religia.

 

Nie bój się być niepoprawnym doktrynalnie. Znajdziesz się w dobrym towarzystwie, tacy byli Jezus czy Piotr.
W tym szukaniu odpowiedzi jednak nadal trzeba pamiętać, że słowa Pana są tu mapą, a On mówi:

 

 

„Takie jest przykazanie moje, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem. Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich. Jesteście przyjaciółmi moimi, jeśli czynić będziecie, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego; lecz nazwałem was przyjaciółmi, bo wszystko, co słyszałem od Ojca mojego, oznajmiłem wam. Nie wy mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was, abyście szli i owoc wydawali i aby owoc wasz był trwały, by to, o cokolwiek byście prosili Ojca w imieniu moim, dał wam. To przykazuję wam, abyście się wzajemnie miłowali. Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że mnie wpierw niż was znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego; że jednak ze świata nie jesteście, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Wspomnijcie na słowo, które do was powiedziałem. Nie jest sługa większy nad pana swego. Jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą; jeśli słowo moje zachowali i wasze zachowywać będą.” J15,12-20

 

 

Nikt z nas nie wie wszystkiego o Bogu.
Co gorsza to samo trzeba powiedzieć nieco inaczej – każdy w jakiejś części się myli.

 

Chrześcijaństwo to droga — sam decydujesz, według jakich priorytetów żyjesz, komu ufasz i idziesz krok po kroku po jego śladach. Te ślady to słowa wskazujące jak żyć.
To drogowskazy nie nakazy. Możesz iść zgodnie z nim lub go zignorować.

 

 


Ty decydujesz.
Wszystkie decyzje mają jednak swoje konsekwencje, które poniesiesz ty.


 

 

Pamiętaj o tym.

Na koniec coś co daje mi odwagi w szukaniu odpowiedzi i sprawdzaniu gotowych podsuwanych przez mądrych ludzi, doktryny tzw. Ojców kościoła.

Nie bój się!” – Bóg mówi 60 razy do swoich ludzi w Biblii. Kilka razy pada też „nie lękaj się”
Do tego dochodzą takie słowa:

 

 

„Wszystko, co mi daje Ojciec, przyjdzie do mnie, a tego, który do mnie przychodzi, nie wyrzucę precz” J6,37

 

„Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a kto kołacze, temu otworzą” Mt7, 8

 

 

Mój wniosek z tego jest taki: nie zadzierać nosa i szukać a znajdzie się tak Boga jak i prawdę o Nim oraz sobie samym.

 

Beata

 

12 komentarzy

  • Iseris 7 listopada 2017 at 22:08

    „Jeśli będziesz Go szukał, On pozwoli ci siebie znaleźć” 1 Kronik 28:9
    Idę tą drogą, bo kiedyś zdałam sobie sprawę z tego gdzie zmierza moje życie i żałośnie zawołałam do Boga o pomoc. Szukałam Go szczerze, a On się dał znaleźć i to bez większych trudności 🙂

    Nie jestem zbyt dobra w przelewaniu myśli w słowa więc napiszę esencję:
    Dziękuję Beato za ten wspaniały wpis 🙂

  • Maciek 8 listopada 2017 at 00:05

    Beata, a tak a’ propos różnych doktryn, to jakie jest Twoje zdanie odnośnie dziesięciny?

    • Podkop 8 listopada 2017 at 09:55

      Odpowiedź na to pytanie w komentarzu byłaby za długa. Dziesięcina będzie w czwartkowej serii „Podstawowe pojęcia” 23 listopada. Wpadnij na Kwadrans 🙂

  • Kasia 8 listopada 2017 at 11:02

    Nic dodać, nic ująć Beata. Świetny wpis 🙂

  • Miki 21 listopada 2017 at 10:00

    Mądre słowa, pod którymi mogłabym się podpisać
    Widać, że dostałaś i poznanie i ,,dar wymowy” od Boga, po to abyś o Nim świadczyła, dla Jego chwały i dla zbudowania innych wierzących
    Pozdrawiam 🙂

  • Mariusz Mariusz 7 marca 2018 at 17:27

    Jako że żyjemy w kraju, w którym dominuje Katolicyzm, to chciałbym poznać Twoje zdanie co z tzw Eucharystią i często cytowanymi przez katolików słowami Jezusa:” To czyńcie na moją pamiątkę”

    • Podkop 8 marca 2018 at 14:01

      Na pamiątkę samego Jezusa i tego co nam dał mamy łamać chleb i pić wino – jestem za.
      Jak sądzę nie o to ci chodziło.
      Doprecyzuj proszę o co mnie pytasz 🙂

      • Mariusz Mariusz 9 marca 2018 at 11:53

        Zastanawiam się, czy to można zaliczyć do rytuału 🙂

        • Podkop 9 marca 2018 at 16:11

          Picie wina i jedzenie pieczywa?
          Robienie z tego zwyczaju obrzędu?
          Rytuał jako niezbędna czynność by się podobać Bogu?
          Wszystko zależy czy pytasz o pamiątkę, o której mówi Jezus czy o eucharystię rozumianą jako sakrament.

          • Mariusz Mariusz 11 marca 2018 at 12:29

            O pamiątkę o której mówił Jezus. Ten temat dzieli Chrześcijan już od pierwszych wieków

          • Podkop 12 marca 2018 at 10:01

            Słownik podaje taką definicje rytuału:
            «ustalona forma symbolicznych czynności, składających się na obrzęd religijny, praktyki magiczne lub podniosłą uroczystość».
            Jeżeli jakiś kościół, wspólnota uważa, że tylko jedna forma np. koniecznie jeden kielich, koniecznie czerwone wino, koniecznie maca a nie inne pieczywo i koniecznie na niedzielnym nabożeństwie można mieć tzw. pamiątkę to wprowadziła sobie rytuał.
            Od początku chrześcijanie maja różne zdanie na wiele spraw i to jest całkiem normalne. Nikt nie wie wszystkiego, nie rozumie w pełni. Ważne by to co jest podstawą jednoczyło. Reszta to sprawa wyboru, zwyczaju, rozumienia, które jest większe lub mniejsze, albo po prostu inne.
            Dla Żyda tym fundamentem będzie to Szma Jisrael.
            Jak sądzisz co jest takim fundamentem dla uczniów Jezusa?

Leave a Comment

%d bloggers like this: