Co ja tutaj robię czyli pytanie o przeznaczenie, misję życiową.

Pytanie o przeznaczenie wśród chrześcijan od razu przywołuje myśl: „to mamy kolejną awanturę arminiańsko-kalwińską”.
Dzisiaj nie mam zamiaru pisać o tym czy jest wolna wola, czy nie, predestynacja jest absolutna i na amen a może nie całkiem tak jest.
Pytanie po co tu jestem, jaki jest cel mojego życia i co mam tu do zrobienia kołaczą po głowie każdemu niezależnie od tego czy kocha Kalwina, czy nie.
W sumie to ten wpis jest kontynuacją myśli z poprzedniego Co jest najważniejsze w życiu?
Pytanie o przeznaczenie to jakby druga strona tego samego medalu.

 

Kto by nie chciał mieć rozpiski z planem na życie: co ma zrobić, w jakie rzeczy się zaangażować, by to miało najlepszy rezultat, jaki zawód wybrać czy wreszcie z kim się związać i założyć rodzinę jak z obrazka?

Odpowiedź, że intuicja podpowie jest niesatysfakcjonująca, bo przecież człowiek jest omylny i potrafi podejmować kompletnie irracjonalne decyzje.
Tak na marginesie irracjonalna decyzja nie zawsze jest zła ale o tym innym razem.
Przyda się więc sprawdzić czy to zadziała z „przewodnikiem po życiu”.
Każdy ma swój, ja stosuję tak Biblię.

Gdy się jej uważnie przyglądnąć to praktycznie każda możliwa sytuacja życiowa jest tam, w którejś scenie naszkicowana.
Taka scena z Dawidem, który zamiast zając się robotą i prowadzić armię, dowodzić nią podczas wojny siedzi w pałacu. Nudzi się chłop bo co ma robić skoro reszta się bije na froncie albo uprawia pola.
Nudę trzeba zabić więc chodzi po dachu i podpatruje życie poddanych.
Gdy tak się nad tym dobrze zastanowię to jego podglądanie z dachu było odpowiednikiem naszych seriali czy reality show.
Takie podglądanie życia innych w czasie gdy mamy robotę leżącą odłogiem bywa zabójcze – jak uczy ta historia.
Dawid gapił się na gołą kobietę i nic dobrego z tego nie mogło wyniknąć, bo chłop się nudził i chciał nudę czymś zapełnić. Zapełnił sypiając z cudzą żoną a później poszło już z górki i był kryminał, thiller i dramat.
Całą historię znajdziecie w 2 Księdze Samuela w rozdziałach 11 i 12.

Dawid jest tu przykładem człowieka, który wiedział jaki jest cel jego życia a i tak potrafił wiele w nim spaprać.

 

Zazwyczaj cel naszego życia i misja jaką mamy spełnić, sama pomalutku prowadzi nas na właściwe tory.

 

 

Tu właśnie dobrze słuchać siebie, swojego wewnętrznego głosu, przekonania, intuicji – jak to różnie ludzie zwą.
Ważne, by nie działać wbrew sobie, pod presją.
To pierwsze jest złe a takie zdanie na ten temat znajdziecie w moim „przewodniku po życiu”:
Rzymian 14,14

 

„Wszystko bowiem, co się czyni niezgodnie z przekonaniem, jest grzechem.„

 

Grzech to tyle co chybienie celu więc na bank nie spełnimy siebie realizując misje życiową.
O grzechu mówiłam szerzej w Bożej lekcji strzelania.
Presja powoduje, że nie myślimy racjonalnie, nasze przekonanie schodzi na dalszy plan a to co jest źródłem presji staje się naszym panem – decyduje za nas.
Dobrze wsłuchać się w swoje oczekiwania, potrzeby – ocenić ile z nich to presja, gonienie za modą, zwykłe naśladownictwo a ile faktycznie siedzi gdzieś głęboko w naszym wnętrzu.

Oczywiście dobrze mieć do tego głos z nieba, trąbiących aniołów i być pewnym swojej misji jak powiedzmy taki Jeremiasz.
Nie ma co się martwić na zapas – jeżeli dostaniemy taką fuchę jak on do odpracowania na ziemi, zauważymy 😉

Piszę dzisiaj trochę żartobliwie bo temat jest jednym z tych bardzo poważnych i nadmuchanych w wielu kościołach. Widziałam już dziwne rzeczy związane z szukaniem misji życiowej i jej realizowaniem a wszystkie one miały być wielkie, niezwykłe, zmieniające życie setek jak nie tysięcy ludzi.
Tyle, że jakoś to się kupy nie trzymało patrząc z boku, tak zwyczajnie po ludzku jak i przez pryzmat Biblii.
Jak ocenić męża i ojca rodziny, który zamiast zatroszczyć się o dom, wychowanie dzieci, gania po kraju z kazaniami, nauczaniami i tym podobnymi wielce ważnymi kościelnymi sprawami?
Niczym się nie różni od sfiksowanego na punkcie swojego stanowiska pracoholika. Pół biedy jeżeli przynajmniej o finanse rodziny się zatroszczy ale bywa i tak, że to żona, na którą spada całość obowiązków domowych musi jeszcze temu „mężowi bożemu” zapewnić kasę na jego wojaże. Kobiety też potrafią tu nawywijać i zajmować się organizowaniem wielkich ewangelizacji, prowadzeniem szkółek a dziecko głodne i zasmarkane siedzi na schodach szkoły, czekając aż ktoś je spod niej odbierze, bo mama właśnie ma próbę chóru a tata prowadzi grupę dla mężczyzn, ucząc ich jak być głową rodziny.
Nie wierzę, że to Bóg dał im te wielkie służby.
Ten bałagan w życie ludzi pod pretekstem służby dla Boga najczęściej wprowadzają ich niespełnione ambicje.
Zwyczajnie realizują się ubierając to ładnie w służbę dla Boga tyle, że służba dla Boga jest niepotrzebna nikomu a najbardziej samemu Stwórcy.
To raczej Bóg nas używa i jesteśmy takim młotkiem czy śrubokrętem a nie stolarzem czy elektrykiem.

Jeżeli mamy wątpliwości, czy jesteśmy w dobrym miejscu warto się zatrzymać, pomyśleć, zbadać otoczenie, swoje motywy.

 


Gdy przyjdzie ktoś z gotową receptą na lepsze życie/służbę dla nas to zawsze pamiętajmy, że to nie on a my poniesiemy konsekwencje decyzji o rzuceniu studiów, pracy, emigracji itp.


 
Poza wewnętrznym przekonaniem i pewnością, że nie działamy pod wpływem jakieś osoby, mody, strachu czy własnych ambicji lepiej nie wywracać życia do góry nogami paląc za sobą mosty.
Tak robią głupcy a mój przewodnik radzi być jak gołąb lub wąż (jak to rozumiem znajdziesz TU).

Jest jeszcze pewna wskazówka w tym moim przewodniku jak Bóg przygotowuje do życiowej roli: robi to latami, konsekwentnie.
Mojżesz czekał 80 lat i przeszedł niezłą szkołę życia nim zrozumiał co dalej.
Dawid był pastuchem i użerał się z owcami nim dostał ludzi do prowadzenia.

 


Wrzućmy więc na luz, bo jeżeli nie pozwalamy tej czy innej presji nas wodzić za nos, nie postępujemy dla świętego spokoju zapierając się własnych przekonań, systemu wartości to jesteśmy na drodze do spełnienia swojej misji życiowej.


 

Po prostu róbmy swoje.

Beata

No Comments

Leave a Comment