Jak Bóg mówi do swojego stworzenia

To pytanie zadawałam sobie wiele razy. Co prawda w naszym wielce oświeconym XXI wieku uważa się, że gdy człowiek mówi do Boga, to jest to modlitwa – czynność pozytywna, ale gdy Bóg mówi i słyszymy Go to potrzebny nam psychiatra.
Zawsze można poczytać o Bogu w Biblii.
Tam nawet znajdziemy sporo wskazówek dotyczących tego, jak żyć, jak rozwiązywać problemy. Jest takie ładne zdanie opisujące Biblię, jako „instrukcję obsługi człowieka”.
Zgadzam się z tym – nie opisano lepiej naszych ludzkich wad, upadków, głupoty, ale i nie podano konkretniejszych i skuteczniejszych sposobów wyjścia z dołka, wyprostowania najbardziej pokręconych losów i podniesienia najbardziej złamanego człowieka. Nie zmienia to jednak faktu, że trafiają się w życiu sytuacje, które opisuje ona jedynie szkicowo.

 

Słyszałam mądrość wygłaszaną przez niektórych współczesnych „uczonych w Piśmie”, że Bóg nie mówi dzisiaj do nas, bo mamy Biblię. Bóg w pewnym sensie staje się dla tych ludzi niemy, bo nie ma już proroctw, nie ma indywidualnego prowadzenia przez głos Boga. Ludzie wierzący w to bezgranicznie, zostali z papierem w ręku zamiast relacji z osobą. Smutne.

 

 

Bóg mówi przez Pismo.

 

Pismo zawiera odpowiedzi na wiele pytań – to prawda.
Pytanie o rzeczy oczywiste, wyjaśnione w nim mija się z sensem, świadczy o lekceważeniu osoby pytanej a w tym wypadku Boga. Przecież odpowiedź jest przed oczami.

 

Nie kradnij – nie bierz czegoś, co do ciebie nie należy. Tu sprawa jest prosta, ale w przypadku tak zwanej własności społecznej dla wielu zaczyna się rozmywać, kto jest właścicielem na przykład takiej ławki w parku. Społeczeństwo miasta brzmi dość bezosobowo, a tak naprawdę jest wieloosobowe. By zabrać taką uroczą ławeczkę z publicznego parku i postawić w swoim ogródku potrzebna by była zgoda wszystkich osób wchodzących w skład owego społeczeństwa z pieniędzy, których ławkę kupiono.
Niewykonalne technicznie, więc ławka zostaje w parku i nie ma co o niej marzyć.

 

Przykład prosty a odpowiedź oczywista, ale wbrew pozorom podobnie jasne odpowiedzi są na pytania, dlaczego chorujemy, umieramy, jednym się dobrze powodzi a innym nie i co z tym zrobić skoro człowieka skręca ze złości, gdy widzi taką niesprawiedliwość.

 

Odpowiedzi, jakie znajdziemy w Biblii, nie zawsze nam się spodobają, ale nie ma co udawać, że ich tam nie ma. Warto więc poświęcić trochę czasu i zamiast oglądać codziennie urocze filmiki z kotami na YouTube, grać na komputerze w sztrzelanki czy budować wirtualne imperia, zacząć regularnie czytać Pismo.
Nie musi być tego dużo, wystarczy po kilka stron, czasem wersetów, gdy trzeba tekst przemyśleć, rozebrać na słowa. Bez znajomości rzeczy i tej instrukcji obsługi własnego życia i człowieczeństwa, nawet proste pytania staną się skomplikowane, a Bóg w naszym mniemaniu nie odpowiada, chociaż zawracamy mu głowę nimi kilka razy dziennie.

 

 

Bóg uczy przez wydarzenia.

 

Jest stare i bardzo mądre powiedzenie „historia magistra vitae est”. Jednak praktycznie nie stosujemy go w życiu. Podobnie jest z wydarzeniami, przez które Bóg coś nam pokazuje, tłumaczy, odpowiada na pytanie.
Nie mówię tu, że Bóg ściąga katastrofę na miasto — na przykład powódź, by pokazać Kowalskiemu, że trzeba być przygotowanym na nią, gdy się mieszka w strefie zalewanej co jakiś czas przez wodę.
Jednak postawienie tej klęski przed oczami Kowalskiego czy to w wiadomościach, czy z powodu tragedii, jaka dotknęła tam kogoś kogo zna, taką wskazówką, radą, podsuniętą przez Boży palec już może być.
Inny przykład. Kowalski prosi, by nie spóźnić się na pierwszą randkę, bo panna tak mu w oko wpadła, że bez niej to on już chyba pęknie. Okoliczności jednak jakby się sprzysięgły przeciw niemu – samochód nie odpalił, autobus uciekł, z nieba spadł grad, a portki rozdarły się przy przechodzeniu przez barierki.
Niezła kumulacja przyznacie.
Zastanowiłabym się, czy to nie Bóg stawia szlaban, mówiąc przez okoliczności do Kowalskiego – chłopie odpuść sobie, nie masz zielonego światła do tej panny.

 

Gdy nas coś bardzo męczy, bo nie wiemy, czy Bóg mówi „tak” czy „nie”, można iść w ślady Gedeona i położyć swoje runo. Może i był niedowiarkiem, ale nie miał jasnej odpowiedzi a zadanie, jakie miał wykonać w jego oczach kompletnie nie pasowało do niego, więc pytał.
Całą historię stawiania pytań/runa przez Gedeona znajdziecie w Księdze Sędziów rozdział 6.
Jest tu jednak ważna uwaga – on nie miał odpowiedzi podanej już wcześniej, pyta o rzecz, która wydaje mu się kompletnie nie pasująca do niego.
Pytanie o każdy drobiazg jak o to czy na śniadanie zjeść jajo na miękko czy bułkę z dżemem nie kwalifikuje się do stawiania runa.
Zresztą moim zdaniem nie ma potrzeby pytać o to kogokolwiek, chyba że jesteśmy gośćmi, a spiżarka nie jest naszą własnością, wtedy pytamy gospodarza, czym możemy się poczęstować.

 

 

Bóg odpowiada przez człowieka, proroctwo a czasem oślicę.

 

Bywa, że człowiek nie ma pojęcia, że jest w danym momencie narzędziem w ręku Boga a słowa, jakie wypowiada można potraktować, jako proroctwo.

 

 

„Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród. Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno”. Jana 11:49-52

 

 

Gdy przez jakąś osobę mówi do nas Bóg, zwykle wiemy o tym. Czujemy przez skórę, że słowa, chociaż czasem zwyczajne dotykają nas zbyt mocno i nie są wypowiadane bez powodu. My to wiemy, a osoba mówiąca może być tego nieświadoma, bo nie zna naszej sytuacji, nie wtajemniczyliśmy jej w to, co się dzieje w naszej duszy albo, co przeskrobaliśmy w najciemniejszym kącie.
Jestem charyzmatyczką, ale z dużą rezerwą podchodzę do osób nazywających siebie prorokami czy przychodzącymi do mnie ze słowami „Bóg mi powiedział, że masz zrobić to i to”. Moja pierwsza myśl w takim wypadku nie leci w stronę Stwórcy, a włącza mi się w głowie Sherlock szukający tego, jaki interes ma w tym „proroctwie” ów posłaniec.
O prorokach i proroctwie napiszę niebawem w cyklu „Podstawowe pojęcia” i tam wyjaśnię bliżej jak moim zdaniem należy ugryźć takie „słowo od Boga” i rozpoznać kto posłał owego proroka/prorokującego.
Gdy nie jestem pewna co robić z ową wskazówką pochodzącą podobno od Boga, robię to co wydaje mi się najprostsze – idę z tym pytaniem do Niego osobiście.

 

 

Bóg mówi bezpośrednio do człowieka.

 

Może to być głos wewnętrzny, sen a czasem słowa słyszalne ni to z zewnątrz ni z naszego wnętrza. Gdy pochodzą od Stwórcy, nie pozwalają o sobie szybko zapomnieć. Nawet gdy staramy się je ignorować, to uzyskana tak informacja wierci nam w głowie dziurę. Nie pozostaje mi wtedy nic innego jak zrobić to co polecił Jakub w rozdziale 1 wers 5.

 

 

„Jeśli zaś komuś z was brakuje mądrości, niech prosi o nią Boga, który daje wszystkim chętnie i nie wymawiając; a na pewno ją otrzyma”.

 

 

Ostatecznie, nawet gdy się pomylę, pobłądzę, wystarczy podnieść się, otrzepać błotko z ciuchów, nastawić złamany nos i ruszyć znowu robiąc jednak już uważniej to:

 

 

„Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna. Nie bądź mądrym we własnych oczach, Boga się bój, zła unikaj”. Przypowieści 3:5-8

 

 

Wszystko to robiąc i przypominając sobie regularnie, co zawiera instrukcja obsługi człowieka i mojego życia zebrana w książkę o tytule Biblia.

 

Beata

 

No Comments

Leave a Comment

%d bloggers like this: