Podstawowe pojęcia. Kościół

Kościół to jedno z podstawowych pojęć związanych z chrześcijaństwem. Jest tak częste w użyciu i tak wieloznaczne, że praktycznie nie wiadomo co za treść kryje w pierwotnym biblijnym znaczeniu.
Samo słowo „kościół” w języku polskim jest bardzo pojemne.

Sięgnę do Słownika języka polskiego PWN, który definiuje je tak:

 

Kościół
1. wspólnota ludzi jednego wyznania, zwłaszcza wspólnota chrześcijańska;
2. budynek, miejsce modlitwy chrześcijan;
3. instytucja kościelna reprezentowana przez duchownych.

 

 

Pierwsze budynki, które pełniły role dzisiejszych kościołów, a to znaczy, że były przeznaczone na odprawianie obrzędów, kultu itp. w których mieli się spotykać chrześcijanie powstały w IV wieku.
Jak każda inna religia, z woli cesarzy rzymskich, chrześcijaństwo miało mieć swoje świątynie i nie odstawać, nie być gorsze w ich rozumieniu.
Tyle w skrócie, bo to temat raczej na Podkop – pierwsze budowane kościoły i powody ich powstania.

 

Z Biblią takie miejsca spotkań do tego nazywane świątyniami nie mają nic wspólnego. Świątynia Boga Biblii, gdzie oddawano mu cześć, składano ofiary, taka zbudowana z kamieni była tylko jedna, w Jerozolimie. W miejscu, gdzie stała nie ma po niej śladu za to do dzisiaj Żydzi obchodzą święto Tisza be Aw (9 dzień miesiąca Aw), smutny dzień postu i pokuty.

9 dnia miesiąca Aw 586 roku, p.n.e. płonęła podpalona przez Babilończyków pierwsza świątynia.

 

„W piątym miesiącu, siódmego dnia tego miesiąca — był to dziewiętnasty rok Nabuchodonozora, króla Babilonu — do Jerozolimy przybył Nebuzaradan, dowódca gwardii, sługa króla Babilonu; I spalił dom PANA i dom króla; wszystkie domy Jerozolimy i wszystkie wielkie budowle spalił ogniem”. 2 Królewska 25;8-9

 

„W piątym miesiącu, dziesiątego dnia tego miesiąca — był to dziewiętnasty rok Nabuchodonozora, króla Babilonu — do Jerozolimy przybył Nebuzaradan, dowódca gwardii, sługa króla Babilonu. I spalił dom PANA i dom króla; wszystkie domy Jerozolimy i wszystkie wielkie budowle spalił ogniem. Całe wojsko Chaldejczyków, które było z dowódcą gwardii, zburzyło wszystkie mury wokół Jerozolimy”. Jeremiasz 52;12

 

Od razu wyjaśnię jak rozumiem tą  sprzeczność w datach. Pożar miasta nie trwa zwykle godzinę czy nawet dobę. Dramat zaczął się rozgrywać 7 a kończy 10 piątego miesiąca.

Tego dnia w 70 roku n.e. Rzymianie splądrowali i spalili drugą świątynię, z której nie został kamień na kamieniu jak zapowiedział Bóg.

 

 

Co pozostało z Drugiej Świątyni w Jerozolimie. Ściana Płaczu

 

 

W 132 roku stało się to, co zapowiedział prorok Micheasz 3;12

 

 

„Dlatego Syjon stanie się dla was jak zaorane pole, Jerozolima zamieni się w kupę gruzu, a góra domu — w zalesione wzgórze”.

 

 

Cesarz Hadrian postanowił zmienić wzgórze w miejsce kultu Jowisza. Zostało zaorane, a na szczycie posadzono drzewami.

Świątynia, rozumiana jako miejsce szczególne na spotkanie z Bogiem, oddawanie Mu czci i sprawowanie kultu łącznie z ofiarami — jak mówi Pismo — była tylko jedna i stała w Jerozolimie. Temat świątyni został niejako przez Boga zamknięty.

Brak jedynej świątyni, na której istnienie wyraził zgodę Bóg, skomplikował obchodzenie świąt biblijnych. Właściwie uniemożliwił ich celebrowanie zgodne z instrukcją zawartą w Biblii. Kapłani nie mieli już nic do roboty — nie było tego jedynego miejsca, gdzie należy i można składać Bogu ofiary.

 

Patrząc od strony technicznej i Prawa Bożego, do dzisiaj żaden budynek, w którym spotykają się ludzie wierzący Bogu, o którym mowa w Biblii, nie może nazywać się Jego świątynią.

 

Jezus ani pierwsi uczniowie, ani naśladowcy Jezusa, którym przyszło żyć ponad trzy stulecia po nich, nie mieli takich świątyń czy specjalnych budynków. Spotykali się tam, gdzie było wystarczająco dużo miejsca i było bezpiecznie.

 

W IV wieku poza budynkami kościelnymi zaczął się kształtować także kościół jako instytucja.
Skoro istnieje się dzięki łasce cesarza rzymskiego, dobrze na wzór rzymski funkcjonować — tak powstał kościół jako instytucja, mający swoich urzędników i majątek, prawo i podatki.
Ten rodzaj kościoła też mnie w tej chwili nie interesuje, bo z Biblią nie ma nic wspólnego, choćby nie wiem jak ładnie i zagmatwanie ktoś chciał to połączyć.
Jezus urzędników nie ustanowił, podatków nie nakładał i nikogo nie mianował.
Tak, nie mianował — bo chociaż byli w tym biblijnym kościele ludzie zajmujący się różnymi sprawami, od głoszenia Ewangelii, przez nauczanie o Bogu, zakładanie nowych wspólnot, po opiekę nad potrzebującymi, to zajmowali się tym nie z nadania jakiejś władzy świeckiej czy władzy duchowej.

 

Władza duchowa — brzmi dość bluźnierczo, gdy się przyglądnąć temu terminowi. Nowy Testament wymienia jednak starszych, diakonów, pasterzy, ewangelistów, nauczycieli, apostołów i proroków mających mieć specjalne role i zadania w społecznościach chrześcijan. Kim oni byli, napiszę na koniec.

 

 

Trzecie znaczenie słowa kościół, jakie mamy w języku polskim, czyli wspólnota ludzi wierzących, chrześcijan, pozwala zrozumieć rolę jednostek i grup.

 

 

W Biblii podstawowym słowem dla kościoła jest ekklésia – zgromadzenie, wspólnota.
Konkretniej definiując to słowo, trzeba powiedzieć, że chodzi o zgromadzenie ludzi w miejscu publicznym w celu rozważenia czegoś.
Tego słowa używa Jezus w Mateuszu 16;18

 

 

„A Ja ci też powiadam, żeś ty jest Piotr; a na tej opoce zbuduję kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go”

 

 

O takim zgromadzeniu jest mowa i w Mateuszu 18;15-17, chociaż w polskich tłumaczeniach często wstawia się tu słowo zbór

 

 

„A jeźliby zgrzeszył przeciwko tobie brat twój, idź, strofuj go między tobą i onym samym: jeźli cię usłucha, pozyskałeś brata twego. Ale jeźli cię nie usłucha, przybierz do siebie jeszcze jednego albo dwóch, aby w uściech dwóch albo trzech świadków stanęło każde słowo. A jeźliby ich nie usłuchał, powiedz zborowi; a jeźliby zboru nie usłuchał, niech ci będzie jako poganin i celnik.”

 

 

Pamiętacie rozruchy w Efezie o Artemidę, opisane w Dziejach Apostolskich?
Zgromadzenia, na które poszli mieszkańcy miasta też nazwane jest ekklesią.

 

 

„A jeźliż Demetryjusz i ci, którzy z nim są rzemieślnicy, mają co przeciw komu, wszak bywa prawo, są też starostowie, niechże jedni drugich pozywają. Jeźli się też o czem inszem pytacie, to się może w porządnem zgromadzeniu odprawić. Albowiem trzeba się obawiać, abyśmy oskarżeni nie byli o rozruch dzisiejszy, gdyż nie masz żadnej przyczyny, z której byśmy mogli dać sprawę, żeśmy się tu zbiegli. A to powiedziawszy, rozpuścił ono zgromadzenie.” Dz.Ap.19;38-40

 

 

Czasem unikanie dosłownego tłumaczenia słowa ekklesia prowadzi do powstania tłumaczeń cudaków jak w Dziejach 14;27.

 

 

„A gdy tam przyszli i zgromadzili zbór, oznajmili, co Bóg przez nie uczynił, a iż poganom drzwi wiary otworzył”

 

 

 

Jakby nie można iść za tekstem greckim i napisać „zebrali razem zgromadzenie”.

Dlaczego tak unika się normalnego tłumaczenia ekklesi?
Czy to tylko tradycja nakazuje zastępowanie go słowem zbliżonym, ale starym i zapomina się o jego znaczeniu nawet gdy jest użyte jak „zbór” i obcym słowem „kościół”?

 

 

Zmienia się postrzeganie kościoła, gdy myślimy o nim jak o zgromadzeniu.

Nie ma zgromadzenia/kościoła, gdzie nie ma dwóch lub trzech, jak mówi Pismo.
Jest zgromadzenie/kościół, gdzie jest przynajmniej dwóch lub trzech. To minimum ma też daną pewną obietnicę:

 

 

„Nadto powiadam wam, że jeśliby dwaj z was na ziemi uzgodnili swe prośby o jakąkolwiek rzecz, otrzymają ją od Ojca mojego, który jest w niebie. Albowiem gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich.” Mateusz 18;19-20

 

 

Tak na marginesie: słowa ekklésia i synagōgē są synonimami. Znaczą zgromadzenie, zgromadzanie ludzi.

Ten fragment Apokalipsy 2;8-9:

 

 

„A do anioła zboru w Smyrnie napisz: To mówi pierwszy i ostatni, który był umarły, a ożył; znam ucisk twój i ubóstwo, lecz tyś bogaty, i wiem, że bluźnią tobie ci, którzy podają się za Żydów, a nimi nie są, ale są synagogą szatana”

 

 

Można więc rozumieć ten fragment także tak: „A do anioła zboru w Smyrnie napisz: To mówi pierwszy i ostatni, który był umarły, a ożył; znam ucisk twój i ubóstwo, lecz tyś bogaty, i wiem, że bluźnią tobie ci, którzy podają się za Żydów, a nimi nie są, ale są zgromadzeniem szatana.”

 

Całą listę wersetów, w których występuje słowo ekklésia jest w TYM linku.

Jan w Apokalipsie pisze do siedmiu zgromadzeń/ekklesji.

 

Kościół rozumiany jako zgromadzenie/ekklésia, to ludzie, którzy zgromadzili się w jakimś celu, który ich łączy, chcą coś razem ustalić.
Proste, praktyczne, bez nadęcia pseudo duchowością słowo oddające to czym ma być kościół.
Oznacza też z jednej strony, że nikt tu na ziemi sam jeden jak palec nie jest kościołem i tak nie powinien się nazywać.
Z drugiej strony, każdy jest częścią kościoła – częścią zgromadzenia tych ludzi, którzy przyszli do Jezusa.

 

Jest jeszcze inne słowo mówiące o kościele, wzajemnej zależności ludzi z tego zgromadzenia.

 

 

„Powiadam bowiem każdemu spośród was, mocą danej mi łaski, by nie rozumiał o sobie więcej, niż należy rozumieć, lecz by rozumiał z umiarem stosownie do wiary, jakiej Bóg każdemu udzielił. Jak bowiem w jednym ciele wiele mamy członków, a nie wszystkie członki tę samą czynność wykonują, tak my wszyscy jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a z osobna jesteśmy członkami jedni drugich. A mamy różne dary według udzielonej nam łaski; jeśli dar prorokowania, to niech będzie używany stosownie do wiary; jeśli posługiwanie, to w usługiwaniu; jeśli kto naucza, to w nauczaniu; jeśli kto napomina, to w napominaniu; jeśli kto obdarowuje, to w szczerości; kto jest przełożony, niech okaże gorliwość; kto okazuje miłosierdzie, niech to czyni z radością.” Rzymian 12;3-8

 

 

Ciało czym jest, każdy wie – parafrazując naszą staropolską encyklopedię.
To masa komórek, organów, metry skóry i śluzówki. Wszystko z sobą powiązane i połączone, oddziałujące na siebie. Wystarczy, że pada jeden mały wytwórca jakiegoś hormonu, a całe wielkie wytrenowane i zadbane ciało choruje.
Słowo, jakie tu pada to „soma” a to ciało – to mięso, mięśnie bardzo fizyczne. Bywa też to słowo użyte w znaczeniu niewolnik. Tu jednak, skoro mowa o członkach mamy mięso, fizyczne ciało z wszystkim, co się z tym wiążę.
Skoro jesteśmy tak z sobą powiązani, to nie da się amputować, wypisać, pozbawić członkostwa, wywalić kogoś z ciała. Nie nasze ciało o tym decyduje a Jezus – to jego mięśnie, stawy, członki i narządy.

 

 

„On także jest Głową Ciała, Kościoła; On jest początkiem, pierworodnym z umarłych, aby we wszystkim był pierwszy” Kolosan 1;18

 

 

No i mamy tu jeszcze jedną perełkę – tylko On jest głową w tym fizycznym, chodzącym po ziemi dziś oraz tym, który już zasnął w Nim ciele/zgromadzeniu/kościele.
Innej głowy nie ma, a najbliższa jej szyja nie jest pełnym, niezależnym organem, ale składa się z wielu żył, tętnic, mięśni, kręgów, przełyku, krtani, tarczycy i innych mniej lub bardziej przyjemnych kawałków białka.
Krótko mówiąc — nie ma jednego następcy czy przedstawiciela Jezusa na ziemi. To tak prosto z mostu i na chłopski rozum.

 

No dobra to już wiem, czym jest, a czym nie jest kościół.
Pozostaje pytanie, na jakiej podstawie się do niego należy, jak można być włączonym w owo zgromadzenie, stać się jego komórką czy organem ciała Chrystusa?

 

Jedna poprawna doktryna, czyli interpretacja Pisma chyba nie do końca tu pasuje. Nikt z żyjących nie ma pełni poznania więc to krótka piłka – każdy się gdzieś myli, czegoś nie wie.
Do tego nawet poprawnie klepana doktryna nie zbawi, robi to Jezus.
Dogmat — czyli pomysły dziwnej treści, w jakie każe wierzyć człowiek lub ta czy inna instytucja, odpadają na starcie. Nie mają potwierdzenia w Biblii, co wynika z definicji dogmatu.

Za Słownikiem języka polskiego PWN

 

 

Dogmat
1. w teologii chrześcijańskiej: prawda uznana przez Kościół za objawioną przez Boga;
2. twierdzenie przyjmowane za pewne i prawdziwe jedynie na mocy autorytetu osoby, która je wygłasza.

 

 

Objawiony to coś, co „spada z nieba”, ale lepiej podeprę się znowu Słownikiem języka polskiego PWN

 

 

Objawienie
1. fakt, zjawisko, osoba itp., które pojawiły się nagle i odkryły przed kimś coś dotąd nieznanego;
2. nagłe uświadomienie sobie istnienia czegoś dotąd nieznanego;
3. nagłe ukazanie się jakiegoś zjawiska;
4. zespół tez i zasad wiary uznanych za pochodzące od Boga.

 

 

Co jest więc biletem wstępu do zgromadzenia/kościoła gdzie głową jest Jezus?

 

 

Mówi o tym Ewangelia – kolejne podstawowe pojęcie.

Teraz streszczę je tylko kilkoma cytatami z Nowego Testamentu.

 

 

„Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości.” Mateusz 9;35

 

 

„Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. A ta Ewangelia o królestwie będzie głoszona po całej ziemi, na świadectwo wszystkim narodom. I wtedy nadejdzie koniec.” Mateusz 24;13-14

 

 

„Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym”. Marka 1;1

 

 

„Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym”. Łukasza 8;1

 

 

 

Do kościoła Jezusa Chrystusa nie da się zapisać, nie da się też z niego wypisać.
Pełnisz w nim taką rolę, jaką On ci powierzy, a nie taką, do jakiej ludzie cię ordynują, wyświęcą, mianują.

 

Tu dochodzę do trzeciej definicji słowa kościół, czyli instytucja kościelna reprezentowana przez duchownych.

Już wiem, że gdy mówię o kościele Jezusa, nie jest to instytucja. Nie ma w niej kapłanów czy osób duchownych. Nikt z ludzi nie pośredniczy już w kontakcie człowieka z Bogiem, nie sprawuje kultu, nie składa ofiar. To minęło wraz ze zburzeniem świątyni w Jerozolimie.

Mamy za to kapłaństwo powszechne:

 

„Lecz wy jesteście rodem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem nabytym, abyście rozgłaszali cnoty tego, który was powołał z ciemności do swej cudownej światłości; Wy, którzy kiedyś nie byliście ludem, teraz jesteście ludem Bożym, wy, którzy kiedyś nie dostąpiliście miłosierdzia, teraz miłosierdzia dostąpiliście”. 1 Piotra 2;9-10

 

O kapłanach, kim są, dlaczego są i dlaczego ich nie ma wśród uczniów Jezusa, przeczytasz tu Porozmawiajmy o kapłanach

 

 

Porozmawiajmy o kapłanach.

 

 

Jednak są pewni ludzie zajmujący się szczególnymi działaniami wśród wierzących. Słowem dobrze opisującym ich pracę jest „służba”.

 

„A Bóg ustanowił niektórych w kościele najpierw jako apostołów, potem proroków, po trzecie nauczycieli, potem cudotwórców, potem dary uzdrawiania, niesienia pomocy, rządzenia, różne języki”. 1 Koryntian 12;28

 

„I on ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a jeszcze innych pasterzami i nauczycielami; Dla przysposobienia świętych, dla dzieła posługiwania, dla budowania ciała Chrystusa” Efezjan 4;11-12

 

 

W zgromadzeniu wierzących, kościele Jezusa Chrystusa, pojawiają się ludzie mający służyć, pracować nad tym, by to ciało działało jak należy i rosło. Wymienione są pewne działania, w jakich mają oni się specjalizować.

 

Apostoł to wysłannik – człowiek posłany przez wspólnotę w jakimś celu. Zwykle było to zakładanie nowych wspólnot, nauczanie. Ewangelista, nauczyciel i apostoł w zasadzie zajmować mają się tym samym, z tą różnicą, że ewangelista mówi Dobrą Nowinę, będąc niejako w drodze, nauczyciel zwykle ma najwięcej kontaktu z ludźmi, którzy już znają Boga, a apostoł pomaga z grupy nieznajomych ludzi, którzy podjęli w pewnym momencie życia decyzję, by iść wąską drogą, zbudować wspólnotę, która będzie się wzajemnie wspierać w tej wędrówce. Każdy z nich musi mieć mniej lub bardziej rozwinięty instynkt pasterski, by zając się ludźmi, nieść im pomoc jakiej potrzebują, tak tę duchową jak i tę materialną.

Prorok to ktoś, kto ma większy wgląd w sprawy duchowe – tak na razie w skrócie go przedstawię.

Wszystkie te służby przeplatają się, a człowiek może pełnić je jednocześnie, służąc w różnych miejscach, nawet w tym samym czasie, ludziom wierzącym.

 

By kościół jako wspólnota rósł i miał się dobrze, Bóg dał pewne dary, którymi obdarował swoich ludzi, wykraczające poza poukładane, materialistyczne rozumienie świata. Wyposażeni nimi, to właśnie wspomniani w 1 Liście do Koryntian ludzie mający dar czynienia cudów, uzdrawiania, niesienia pomocy itd.

 

Odjechane to wszystko?
Nie z tego świata?
Za dużo nadnaturalności w tym?
No tak, to nie z tego świata, chociaż jest na nim, a ja mówiąc o tym, bardzo mocno chodzę po ziemi.

 

Służby jak apostoł, nauczyciel, prorok, ewangelista, pasterz, wymagają szerszego tekstu i pojawi się on niedługo. Podobnie będzie z darami, tym nadnaturalnym elementem w ciele Chrystusa, o którym ciężko mówić, by nie być wziętym za wariata. Uznałam, że żyjemy w tak dziwnych czasach, nieprzewidywalnych, że póki mogę podzielić się tu swoją wiarą, poznaniem Boga i doświadczeniem, jakie mam zrobię to i w tym temacie.

Wspomniana wyżej grupa ludzi podejmująca się służby dla reszty jest wybierana i wyposażana jedynie przez Stwórcę.

W kościele I wieku pojawiły się jednak jeszcze dwie grupy ludzi do zadań specjalnych, na których wybór miała wpływ wspólnota, są to starsi i diakoni. Pełnili oni służbę mającą usprawnić funkcjonowanie i przetrwanie wspólnoty od strony technicznej, reprezentowania jej na zewnątrz itp. To oczywiście bardzo skrótowo ujęta ich rola. Oni także dostaną osobny artykuł.

 

Kościół składa się z ludzi, którzy aspirują, by odnaleźć się wśród błogosławionych, o których mówi Jezus w kazaniu na górze. Rozpoznać ich można po pewnej wspólnej cesze: są to ludzie czasem pełni łagodności, czasem temperamentu, ale dbający o to by to, co robią, służyło „dla przysposobienia świętych, dla dzieła posługiwania, dla budowania ciała Chrystusa”. Pamiętających, by się nawzajem nie zjadać. Dbający o to by każdy poznawał Boga coraz lepiej, w jego własnym tempie, by stał mocno na własnych nogach, krocząc wąską drogą, by to w co wierzy, co mówi, wypływało z jego przekonania, a nie z powtarzania narzuconych doktryn.

 

Beata

 

6 komentarzy

  • Iwona 3 sierpnia 2021 at 20:03

    Z niecierpliwością czekam na kolejne posty w tym temacie.
    Swoją drogą, jakże te zasady Królestwa Bożego są odwrotnością norm królestwa ziemskiego – najmniejsi są największymi, ubodzy bogatymi, prości – bogatymi w poznanie, a kierowanie, przewodzenie to służba, nie rządzenie. Można mnożyć i mnożyć te odwrotności zasad…Pozdrawiam Beato!

    • Beata "Podkop 4 sierpnia 2021 at 09:43

      Bliższe przyjrzenie się prawom, jakimi kierowali się ludzie, ziemskie królestwa, pokazuje degradacje wartości, które gdzieś tam były bardzo zbieżne z tymi, jakie panują w Królestwie Boga. Wszelkie formy władzy, rządzenia, bycie parlamentarzystą, nawet żołnierzem, to w słowniku nadal służby, tzw. służby publiczne. Minister to sługa – taki jest źródłosłów. Niestety dzisiaj to już w prawie 100% tylko słowa oderwane od rzeczywistości.

      Napisałaś, że w Królestwie Bożym najmniejsi są największymi, ubodzy bogatymi, prości – bogatymi w poznanie. Jak to rozumiesz i skąd te wnioski?
      Napisz, proszę, w komentarzu lub jeżeli wolisz w mailu do mnie.
      Do przeczytania

  • Adam_k 5 sierpnia 2021 at 23:17

    Beata, zgadzam sie, ze pojecie kosciola nam sie „ustrukturyzowalo” i odeszlo od poczatkowego znaczenia. Ale czy nie wydaje Ci sie, ze mimo wszystko czlowiek zawsze funkcjonuje w jakiejs formie, wiec i kosciol jako wspolnota tez jakas forme musial przyjac? A, ze duzo jest w tych naszych strukturach wypaczen, to juz inna bajka… ale sobie mysle, ze mimo calej tej niedoskonalosci, ktora czlowiek stworzyl, to Bog wiedzial, ze tak bedzie i, mimo wszystko, znajac nasze slabosci jako ludzi, jakos to akceptuje. Albo przynajmniej daje nam (ludzjosci) czas na zrozumienie naszych bledow i zmiane funkcjonowania kosciola.
    Czy to o czym pisze nie znajduje potwierdzenia w tym, ze mimo, iz ja jestem czlonkiem tej formy zwanej przez swiat kosciolem rzymskokatolickim (uznanym zapewne przez wielu protestantow za najdalsza od pierwotnego pojecia Kosciol), w tejze wspolnocie doswiadczylem lata temu swojego mocnego nawrocenia, nawiazania osobistej relacji z Jezusem, sluchalem na temat rol w Kosciele o ktorych piszesz (apostol, prorok, nauczyciel, pasterz, ewangelista), zobaczylem pierwszy raz charyzmaty i posluge nimi. Co wiecej, dalej trwajac w tej strukturze, w ramach swojej rodziny, znajomych doswiadczam cudow uzdrowien, slowa poznania.
    Mnie sie wydaje, ze mimo tych struktur, w ktorych jakos tradycyjnie jestesmy, Bog i tak robi i zrobi swoje, nawet jesli bedzie to wymagac jeszcze kilku wiekow…
    Przepraszam za brak polskich ogonkow, ale z komorki klupie 😉 Pozdrawiam 🙂

    • Beata "Podkop 6 sierpnia 2021 at 11:24

      Jesteśmy ludźmi i wspólnota jest nam potrzebna, by dobrze funkcjonować. Jako uczniowie Jezusa także mamy mieć ze sobą kontakt, troszczyć się o siebie, razem modlić, rozmawiać o Piśmie.
      Ważne, by mieć świadomość, że denominacje, hierarchia i struktury, budynki, to tylko nasz ludzki pomysł na funkcjonowanie wspólnot. Wszystkie mają wypaczenia, ale oczywiście wyraźniej widzimy te u sąsiada 😉
      Ważne, by nie stać się takim wnukiem Pana Boga, który ma opanowane wszystkie formy funkcjonowania swojego kościoła, wyuczone modlitwy, zachowania, ale nigdy nie podjął decyzji o pójściu za Jezusem.

      Jak chodzenie do garażu nie zrobi z nas samochodu tak chodzenie do kościoła (przynależność do tej czy innej jego ziemskiej formy) nie zrobi z nas chrześcijanina.
      Bycie uczniem, wejście na wąską drogę, którą prowadzi Jezus, włącza człowieka do Jego kościoła, niezależnie od miejsca, w którym się wtedy znajduje.

      Napisałeś: „Albo przynajmniej daje nam (ludzjosci) czas na zrozumienie naszych bledow i zmiane funkcjonowania kosciola”.
      Ja powiem tak: Bóg daje nam czas na zrozumienie naszych błędów, zmianę rozumienia czym jest kościół i ja w nim. Częścią tej zmiany możne być także zmiana wspólnoty, denominacji, kościoła. Wszystko mamy jednak robić zgodnie z przekonaniem, poznaniem, jakie mamy i na podstawie Pismo. Nie ulegać naciskom, nie podejmować decyzji i działań dla świętego spokoju, ale też nie bać się ich podjąć ze strachu przed konsekwencjami, jakie mogą nas spotkać ze strony innych ludzi.

      • Adam_k 18 sierpnia 2021 at 09:36

        Wiesz, ja nie uważam, że zmiana denominacji to dobre wyjście, przynajmniej dla mnie. Mimo różnych wad miejsca w którym jestem, ma ono też dla mnie wiele rzeczy wartościowych, w tym takich, których gdzie indziej nie znajdę. Poza tym ja się będę upierał, że tak na prawdę jesteśmy jednym Kościołem. I myślę, że każdy powinien działać w tym miejscu, w którym go Bóg stawia. A przynajmniej wiem, że ja powinienem. Pole do działania dla nas jest szerokie. Zarówno na poletku rzymskokatolickim, jak i na tych poletkach protestanckich.
        Opowiem jedną sytuację, sprzed lat, z mojego życia. Pracowałem kiedyś w dużym zakładzie. Ponieważ wiedziałem, że jeden z pracowników jest protestantem (bardzo się z tym obnosił), postanowiłem, że skoro mam okazję, to w ramach poznawczych dowiem się, jak u nich we wspólnocie mówi się innym o Jezusie. Dlatego zadałem mu pytanie, co muszę zrobić, żeby być zbawionym. Jakież ogromne było moje zdziwienie, kiedy usłyszałem, że muszę sobie na nie zasłużyć, tak, na prawdę! To ja musiałem mu tłumaczyć, że chyba darmo jest jednak dane, z łaski…

        • Beata "Podkop 18 sierpnia 2021 at 13:14

          Nie musisz się upierać, że jest jeden kościół – wspólnota złożona z uczniów Jezusa. To dla mnie oczywiste i cały czas to podkreślam na Kwadransie.
          Kościoły, zbory, cerkwie, domy modlitwy są jednak pełne ludzi, którzy nigdy świadomie nie wybrali Boga, nie oddali Mu swojego życia. Takim przykładem jest człowiek, o którym wspomniałeś.

          Jako uczniowie Jezusa nie mamy trwać jak kołek tam, gdzie jesteśmy, ale mamy mieć odwagę iść tam, dokąd nas poprowadzi, niezależnie od ceny, którą będziemy za ten wybór płacić.

          Zmiana denominacji nie ma sensu, skoro nic Ci nie przeszkadza w nauczaniu, jakie tam słyszysz, godzisz się z doktryną, a nawet gdy nie wszystko Ci pasuje, uznajesz, że kompromis między Twoim sumieniem, tekstem Biblii i nauką głoszoną w tym miejscu jest dla Ciebie do zaakceptowania.
          Ważne byś był gotów usłyszeć Boga i ruszyć drogą, którą Cię poprowadzi.

Zostaw komentarz