Wielkanoc, Pascha, baranek i zając.

Tegoroczna Pascha była świętowana w Niedzielę Palmową po zachodzie słońca.
Teraz trwa kolejny dzień Święta Przaśników. Mamy rok, gdy święta biblijne i ich datowanie zgodne z kalendarzem żydowskim na 14 do 21 dzień miesiąca nisan pokrywają się z obchodzonym przez chrześcijan Wielkim Tygodniem i Wielkanocą.

Chociaż teoretycznie powinno tak być zawsze to od czasu Konstantyna i jego „uporządkowania” chrześcijaństwa na soborze nicejskim oderwano biblijną Paschę, którą świętował Jezus od obchodzonej przez jego ludzi – chrześcijan, pamiątki tej ostatniej Paschy jaką spędził na ziemi. Tak powstała Wielkanoc.
Sama data święta, obchodzenie go lub nie to sprawa drugorzędna, gdy chodzi o naśladowanie Jezusa i zbawienie. To rozerwanie spowodowało jednak sporo dziwnych zawirowań w doktrynie, pomysłach na to jak świętować i masę wzajemnych pretensji różnych grup. Jedne mają być za żydowskie inne za pogańskie a środka nie było i w sumie nie ma.

Awantura o to czy chrześcijaństwo ma coś wspólnego z judaizmem i ile żydowskiego Boga jest w Nowym Testamencie to bardzo stara draka. Na Podkopie jest właśnie nowy artykuł z serii „historia chrześcijaństwa” a w nim piszę o Łukaszu, jego Ewangelii i Dziejach. Nie da się pisząc o nich nie wspomnieć niejakiego Marcjona, który w pierwszej połowie II w n.e. spowodował sporo zamieszania chcąc oczyścić chrześcijaństwo od żydowskich naleciałości.
Zastanawiam się co sobie myśli Jezus – Żyd według ciała, widząc to całe gorliwe zamieszanie wkoło Wielkanocy, Bożego Narodzenia i krzyży na ścianach urzędów.
Dzisiaj wyrugowano Paschę i baranka paschalnego nawet z niektórych tłumaczeń Biblii i tak w Warszawskiej mamy:

 

 

„Usuńcie stary kwas, abyście się stali nowym zaczynem, ponieważ jesteście przaśni; albowiem na naszą wielkanoc jako baranek został ofiarowany Chrystus.” 1Koryntian 5,7

 

 

Użyto tam słowa Pascha, bo o osobnym święcie Wielkanocy nikt jeszcze wtedy nie słyszał, ale w tłumaczeniu go brak.
W wielu językach przetrwała Pascha jako nazwa chrześcijańskiego święta, ale w innych nie ma nawet śladu związku między tym świętem o jego nazwą i Biblią.
Ktoś powie, że to nieistotne, ważne, że świętujemy zmartwychwstanie Jezusa.
Gdyby tak było nie ma problemu – niech każdy nazywa i świętuje jak uznaje to za dobre bo:

 

 

„Stójcie tedy w tej wolności, którą nas Chrystus wolnymi uczynił, a nie poddawajcie się znowu pod jarzmo niewoli” Galatów 5,1

 

 

Nie chodzi o to by być spętanym zwyczajami, starym Prawem czy nowymi obrzędami.
Boże Narodzenie chociaż to święto całkowicie ludzkiego pomysłu można wykorzystać z całą jego często durną, błyszczącą bombkami na choince i pełną aniołków oprawą jako wstęp do powiedzenia Dobrej Nowiny.
Paschę – Wielkanoc trzeba odzyskać, poddać renowacji, by jej prawdziwe znaczenie wyszło na plan pierwszy. Wśród tych jajek malowanych na czerwono mogę doszukać się symboliki życia, odrodzenia. Nie trzeba znowu tak się wysilać, by nadać im nowe znaczenie, utworzyć z nich nowy symbol.
Z czekoladowym zającem tego nie zrobię nawet stojąc na głowie. Zająca można jednak zastąpić starym dobrym barankiem, ale poszukajcie takiego w sklepie na półkach z wielkanocnymi słodkościami.
Zające stojące, leżące, kicające do tego kurczaki, kaczuszki i kwoki czekoladowe a o baranka ciężko.

Teoretycznie powinno być odwrotnie, bo konsument świętuje jednak Wielkanoc czyli święto o chrześcijańskim rodowodzie a on jest w większości osobnikiem identyfikującym się z tym czy innym odłamem chrześcijaństwa.
Hm… Teoretycznie.
Czekoladowe zające siedzące na jajkach na stołach protestantów, w koszyczkach ze święconką katolików to jednak standard.

 

„Wszystko wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne; wszystko wolno, ale nie wszystko buduje.” 1Koryntian10,23

 

 

Powiem wprost co myślę.

My chrześcijanie sami się podkładamy by nas nie traktować poważnie.
Kupimy przecież dziecku zająca chociaż będziemy mu gadać o baranku paschalnym i jego znaczeniu. Nie chcemy, by nasz szkrab poczuł się gorszy bez zająca.
Sami też często nawet nie zastanowimy się dlaczego lecimy za tym co nam serwują jako świąteczne w reklamie, sklepie.
Godzimy się na kurczaczki, zakaz kolędowania w szkole a przez to mamy być bardziej nowocześni – tak nas przekonują medialne autorytety.
Prawda jest jednak taka, że tracimy kręgosłup, tożsamość.

 

Kiedy to się zaczęło?

 

Bo ja wiem…może wtedy, gdy kartki świąteczne z aniołem przy pustym grobie i napisem „Alleluja!” zastąpiliśmy tymi ładnymi z pisankami. Nikogo takie jajo nie urazi przecież a my nie chcemy urazić, poruszyć, zbyt mocno odstawać od otoczenia.

Jak to było…

 

Marka 4,21-22 „I mówił im: Czyż przynoszą światło po to, aby je postawić pod korcem albo pod łóżkiem? Czyż nie po to, aby je postawić na świeczniku? Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione i nic nie pozostało utajone, co by nie wyszło na jaw.”

 

 

Są dzisiaj miejsca na ziemi gdzie jasną, ale bardzo kosztowną deklaracją wiary w Jezusa jest pójście na świąteczne nabożeństwo – jak w ostatnią Niedzielę Palmową w Egipcie.
Czasem powiedzenie kim się jest to noszenie krzyżyka na szyi za co można być zwyzywanym lub dostać w twarz na ulicy  niektórych miast Europy.
Są i takie spokojne jeszcze miejsca na świecie gdzie przez pokój i dobrobyt deklaracją jest kupno czekoladowego baranka lub rezygnacja w te świąteczne dni z kupna czekoladowych kurek, kaczuszek i zajączków.

Dawniej także w Polsce w Wielkanoc pozdrawiano się słowami: „Chrystus zmartwychwstał!
Na co odpowiadano: ”Prawdziwie zmartwychwstał!
Do dzisiaj to pozdrowienie jest powszechne w kościołach ortodoksyjnych a reszta życzy sobie smacznego jajka i mokrego Dyngusa.
Smutne mam refleksje związane z Paschą i z roku na rok jest mi coraz smutniej, gdy patrzę jak traci ona resztki swojego chrześcijańskiego charakteru.
Mam nadzieję, że nie będziemy musieli składać kosztowniejszej deklaracji wiary i przekonań niż czekoladki i dekoracje świąteczne. Drobne wybory kształtują nas bardziej niż byśmy tego chcieli.

 

„Uważaj na swoje myśli, stają się słowami.
Uważaj na swoje słowa, stają się czynami.
Uważaj na swoje czyny, stają się nawykami.
Uważaj na swoje nawyki, stają się charakterem.
Uważaj na swój charakter, on staje się twoim losem.”

 

 

Powiedział to Frank Outlaw. Słowa te od pewnego czasu mam jako tapetę na monitorze i powtarzam je sobie co rano jako swego rodzaju pobudkę, by nie bagatelizować drobnych nawyków, myśli, działań. To są te małe liski, które psują winnice (Pieśń nad Pieśniami 2,15).  Uważajcie na nie.

Beata

 

No Comments

Leave a Comment