Czasem to, co człowieka kształtuje i nim kieruje, zadziała tak, że wyłączy go z pewnych działań, aktywności, będzie nieobecny w jakichś dziedzinach życia. Powody tej nieobecności, która krzyżuje plany, rozwala terminy, oddala osiągnięcie celów, mogą być różne.
Moje plany i działania na kilka tygodni skutecznie storpedowały wyjazdy, szwankujące zdrowie i coś, co nazywam moim prywatnym Amalekitą. To ostatnie ma imię po postaci z Biblii a dokładniej jednym z ludów, który pojawia się w Księdze Wyjścia w rozdziale 17.
Wersja tekstowa cd niżej.
Jest to trudny moment w wędrówce Izraelitów przez pustynię gdy dotarli do Refidim. Nie mają wody, są spragnieni a przecież to pustynia. Robi się zamieszanie, padają oskarżenia Mojżesza o złą wolę, żądają wody. To ten moment, gdy zdarza się cud. Mojżesz na słowo Boga uderza w skałę, a z niej wypływa woda.
„Całe zgromadzenie synów Izraela wyruszyło z pustyni Sin, robiąc postoje, według rozkazu PANA, i rozbili obóz w Refidim, gdzie nie było wody, aby lud mógł się napić. Dlatego lud spierał się z Mojżeszem, mówiąc: Dajcie nam wody, abyśmy się napili. Mojżesz odpowiedział im: Dlaczego kłócicie się ze mną? Czemu wystawiacie PANA na próbę? Lud zaś pragnął tam wody i szemrał przeciwko Mojżeszowi, mówiąc: Po co wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby uśmiercić nas, nasze dzieci i nasze bydło pragnieniem? Wtedy Mojżesz zawołał do PANA: Cóż mam uczynić z tym ludem? Jeszcze trochę, a mnie ukamienują. I PAN powiedział do Mojżesza: Idź przed ludem i weź ze sobą niektórych ze starszych Izraela. Weź także w rękę swoją laskę, którą uderzyłeś w rzekę, i idź. Oto stanę przed tobą tam, na skale na Horebie, i uderzysz w skałę, a wypłynie z niej woda, którą lud będzie pił. I Mojżesz uczynił tak na oczach starszych Izraela. I nadał temu miejscu nazwę Massa i Meriba z powodu kłótni synów Izraela i dlatego, że wystawili na próbę PANA, mówiąc: Czy PAN jest wśród nas, czy nie?” Wyjścia 17;1-7
Trudne momenty, gdy zapomina się o tym, że Bóg ma wszystko pod kontrolą, zdarzają się chyba każdemu. Narzekanie i biadolenie w takiej sytuacji pojawiają się bardzo często, jakby z automatu. Poza frustracją i złą krwią nie dają one nic, ale trudno czasem się ich ustrzec. Jest to moment słabości ciała i ducha. Najgorsze co wtedy może się stać to prawie natychmiastowa konieczność zmierzenia się z kolejnymi kłopotami, przeciwnościami, wrogiem. Bywa jednak, że są one szybkim testem czy odrobiliśmy lekcję i pamiętamy, w czyim ręku jesteśmy.
Pod Refidim Izraelici mieli taki natychmiastowy sprawdzian z zaufania Bogu a Mojżesz dodatkowy, swój prywatny.
„Tymczasem Amalek nadciągnął, aby walczyć z Izraelem w Refidim. I Mojżesz powiedział do Jozuego: Wybierz nam mężczyzn, wyrusz i stocz bitwę z Amalekiem. Ja zaś jutro stanę na szczycie wzgórza z laską Boga w ręku. Jozue uczynił więc, jak mu Mojżesz rozkazał, i stoczył bitwę z Amalekiem. A Mojżesz, Aaron i Chur weszli na szczyt wzgórza. Gdy Mojżesz podnosił rękę, przeważał Izrael, a gdy opuszczał rękę, przeważał Amalek. Ale ręce Mojżesza były ociężałe. Wzięli więc kamień i podłożyli pod niego, i usiadł na nim. A Aaron i Chur podpierali jego ręce, jeden z jednej, drugi z drugiej strony. I jego ręce były stale podniesione aż do zachodu słońca. Jozue rozgromił więc Amaleka i jego lud ostrzem miecza. Wtedy PAN powiedział do Mojżesza: Zapisz to na pamiątkę w księdze i powtórz do uszu Jozuego, że wymażę zupełnie pamięć o Amaleku pod niebem. Potem Mojżesz zbudował ołtarz i nadał mu nazwę: PAN moją chorągwią; Bo powiedział: Ręka tronu PANA i wojna PANA będzie przeciwko Amalekowi z pokolenia na pokolenie”. Wyjścia 17,8-16
Amalek zaatakował, gdy dopiero co Izraelici wyszli z kryzysu. Nie mieli czasu na pozbieranie się, zwłaszcza Mojżesz. Zawsze, gdy czytam ten fragment, dwie sprawy przykuwają moją uwagę. Po pierwsze wróg — Amalekici, przegrywał, gdy Mojżesz wznosił ręce do Boga. Podnosić ręce do Boga to modlić się do Niego, w całej gamie od przepraszania po proszenie, jednak wzniesione ręce kojarzą się głównie z wielbieniem, dziękczynieniem. Z własnego doświadczenie wiem, że w trudnych momentach, kryzysie, gdy sprawy się walą na łeb na szyję a wrogiem zdaje się być wszystko najważniejsze, by przypomnieć sobie, kto ma nad tym wszystkim władzę, w czyim ręku jestem. Bywa to bardzo trudne, człowiek słabnie, okoliczności przytłaczają, a wszystko stara się skierować spojrzenie w inną stronę niż Bóg. No bo przecież trzeba coś zrobić, coś wymyślić, jakoś zareagować i to natychmiast.
Tu pojawia się moje „po drugie”. Sam Mojżesz nie dałby rady utrzymać wzniesionych rąk. Bez wsparcia przyjaciół nie dam ani ja, ani ty nie dasz rady, a nawet gdy jakoś przetrwasz, to będziesz wykończony i kolejna, nawet niewielka trudność, drobnostka może cię pokonać. Potrzebujemy kogoś, kto pomoże nam utrzymać ręce w górze, nawet gdy słabniemy.
Ciekawe słowa Jezusa o dwóch lub trzech skupionych na jednej prośbie, są w Mateuszu 18;19-20
„Nadto powiadam wam, że jeśliby dwaj z was na ziemi uzgodnili swe prośby o jakąkolwiek rzecz, otrzymają ją od Ojca mojego, który jest w niebie. Albowiem gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich”.
Dzisiaj to mało popularne mówić o konieczności bycia razem, tworzeniu wspólnot, w których ludzie są dla siebie nawzajem. Są tam nie po to, by tylko brać z nich, ale i by dawać. Kościół to z założenia wspólnota no tak, ale to rozkmina na inny tydzień.
Bóg mówi na koniec tego rozdziału, że wymaże pamięć o Amaleku.
Ciekawe, bo jakby nie było nadal o nim pamiętamy, co więc poszło nie tak?
Wymazywanie pamięci to niekoniecznie fizyczna eksterminacja. W starożytności wymazywanie pamięci mogło odbyć się nawet wiele lat po śmierci np. władcy. Dobrym przykładem jest tu Hatszepsut – kobieta faraon z XVIII dynastii. Po jej śmierci Totmes III, gdy dorósł i samodzielnie rządził już jakiś czas, z jakiegoś powodu zaczął wymazywać pamięć o niej. Skuwano imiona władczyni, niszczono wizerunki. Nie była jedyną postacią skazaną tak na zapomnienie. W czasach nam bliższych po rewolucji bolszewickiej ze zdjęć, dokumentów znikali jej bohaterowie, gdy stawali się niewygodni lub zabierali zbyt dużo chwały aktualnemu wielkiemu przywódcy.
Całe narody, społeczności, skazywano na zapomnienie, czasem wybijając jak Bogumiłów, po których pozostawał niejasny przekaz, kim byli, jak żyli i w co wierzyli, a czasem odbierając język, zwyczaje, wtapiając je w inne narody. Zabiera się w ten drugi sposób pamięć o tym, kim człowiek jest nawet gdy fizycznie dobrze mu się powodzi. Tak rozpłynęło się, znikając z kart historii wiele społeczności, narodów, jak Prusowie, Jadźwingowie. Nie pamiętamy nawet imienia niektórych, nie został po nich ślad w pamięci zbiorowej.
O Amalekitach jednak nadal pamiętamy. Pojawiają się w historii Izraela. Prorokuje o nich Balaam syn Beora. To prorok, chociaż wielu woli go nazywać wieszczkiem, by umniejszyć gościa. Był łasy na złoto i lubił swoją wysoką pozycję w oczach króla. Był prorokiem Boga, ale z tych, co to mieli swoje za skórą, źle skończył, zabity podczas wojny przez ludzi Jozuego. Jest znany także ze źródła innego niż Biblia. Tak o nim mówi tekst Księgi Liczb 24;15-20
„Wypowiedź Balaama, syna Beora, wypowiedź człowieka, który ma otwarte oczy; Wypowiedź tego, który słyszał słowa Boga, który ma wiedzę o Najwyższym, który miał widzenie Wszechmocnego, a padając, miał otwarte oczy: […] A gdy spojrzał na Amaleka, rozpoczął swą przypowieść tymi słowy: Amalek był pierwszym z narodów, lecz jego końcem będzie wieczna zguba”.
Zgodnie ze słowami Balaama, Amalekici mieli być wtedy, a może już wcześniej, pierwszym wśród narodów – ludem znacznym, silnym, znanym. Raz po raz atakują Izraelitów. Król Saul toczy z nimi wojnę na już początku swojego panowania. Gdy zostaje namaszczony na króla, dostaje nakaz wytępienia Amalekitów. Całego ludu bez wyjątku. Wojuje z nimi, jednak oszczędza króla i te, które uznał za cenne i wartościowe z jego zwierząt. Nie oszczędził ludzi, nawet dzieci, ale zachował dorodne bydło, owce – to sporo mówi o Saulu jako człowieku, władcy.
Pomijam teraz cały aspekt tego, czy i jak oceniać nakaz wytępienia tych ludzi przez Boga. Pisałam już o tym jak i dlaczego mam takie, a nie inne zdanie obszernie na Kwadransie w „Sprzeczności w Biblii. Bóg Starego Testamentu kontra Bóg Nowego Testamentu”. Teraz zastanawiam się nad tym jak coś/ktoś co jest wrogie, dąży do mojego zniszczenia, może tak mnie zakręcić, zamotać mi oczy, że chociaż mam jasne wytyczne co robić by przetrwać/wygrać, nie zrobić tego. Chociaż Agag został zabity przez proroka Samuela na oczach Saula, to ten ostatni przez swoje pomysły na bycie mądrzejszym od Boga stracił królestwo.
Amalek kusi, by skoro jest pokonany to nie dobijać go. Przecież taka ocalała resztka nie ma siły, by zaszkodzić. Jednak przykład walki Izraela z Amalekitami uczy inaczej.
Według zapisu z 1 Kronik 4,43 ludzie pokolenia Symeona „Rozbili ocalałą resztę Amalekitów i zamieszkali tam aż do dnia dzisiejszego”. Jednak nadal nie wyginął ten lud całkowicie. Potomek tego ludu pojawia się w jednej z krótszych ksiąg Biblii — Księdze Estery.
W skrócie, o czym w niej mowa:
Rzecz dzieje się w Suzie – była to jedna ze stolic imperium perskiego, w czasach wygnania Izraela z ich ziemi do Babilonii. Jej głównymi bohaterami są Mardocheusz i Hadassa zwana również Esterą. Ta żydowska dziewczyna zostaje zabrana do pałacu a dokładniej pałacowego haremu i zostaje nową królową.
Nie ujawnia swojego pochodzenia, nikt nie wie, że jest Żydówkom.
Wysokie stanowisko na królewskim dworze w Suzie zajmuje w tym czasie Haman, Amalekita, potomek króla Agaga tego, którego kilkaset lat wcześniej oszczędził król Saul. Przedstawiciel słabej niedobitej resztki wyskauje jak królik z kapelusza w najmniej oczekiwanym czasie i miejscu. Znowu mamy czas kryzysu. Haman nie lubi Żydów, ma wręcz alergie na Mardochaja. Ten bogaty gość, mający dobre układy na dworze i szanowany przez króla postanawia pozbyć się znienawidzonego Żyda, który nie chce klękać przed człowiekiem. W oczach Amalekity zadziera on nosa.
Haman sprzedaje królowi historie o narodzie, co to króla niby nie szanuje i bardzo opłaca się cały ten naród wymordować, by mieć spokój.
Król swojemu ministrowi wierzy i pozwala zrobić, co ten uważa za dobre.
Hamanisko wydaje dekret, że 13 miesiąca Adar mają być wytępieni Żydzi. Wszyscy, mężczyźni, kobiety, dzieci.
Jak przekonał króla?
Tylko merytorycznymi argumentami?
A no nie, bo jeszcze dodał, że gdy król da zgodę na eksterminacje narodu, to
„wtedy ja odważę dziesięć tysięcy talentów srebra do rąk wykonawców, aby wnieśli je do skarbców królewskich”. Estery 3;9
Taki jeden talent to sporo cennego kruszcu o wadze ponad 30 kg.
Pisałam o tym na Podkopie TU.
Haman był niewątpliwie bogatym gościem i musiał bardzo nienawidzić Żydów, skoro aż taki majątek był gotów poświęcić byle dostać królewską zgodę na realizacje swojego planu.
O pomyśle Agagity i dekrecie Mardochaj donosi Esterze.
Mówi do niej:
„Nie wyobrażaj sobie, że ty jedna spośród wszystkich Żydów ocalejesz dlatego, że jesteś w pałacu królewskim. Bo jeśli ty w takim czasie będziesz milczeć, ratunek i ocalenie dla Żydów przyjdą skądinąd, lecz ty i dom twego ojca zginiecie. Kto zaś wie, czy godności królewskiej nie osiągnęłaś właśnie na taki czas, jak obecny? Wtedy Estera przekazała Mardochajowi taką odpowiedź: Idź i zbierz wszystkich Żydów, którzy się znajdują w Suzie, i pośćcie za mnie; przez trzy doby nocą i dniem nie jedzcie i nie pijcie; również ja i moje służebnice tak będziemy pościć, a potem udam się do króla, choć to jest wbrew prawu. Jeśli mam zginąć, to zginę! Wtedy Mardochaj odszedł i postąpił dokładnie tak, jak mu nakazała Estera.” Estery 4, 13-17
Zwykła żydowska dziewczyna zostaje królową.
Ma dostęp do króla, jego miłość.
Fart?
Szczęśliwy zbieg okoliczności?
Nie sądzę, to tak jak z Józefem.
Estera jest jednym z tych bożych farciarzy. Ludzi, których Bóg stawia w dziwnych miejscach po to, by użyć ich do wielkich rzeczy. Wielkich w Jego oczach, niekoniecznie ludzkich.
Czasem ta ich życiowa rola trwać będzie latami – jak w przypadku Józefa a czasem krótko.
Bóg realizuje swój plan i zsyła ratunek, pomoc, czasem dla wielu, przez tak dziwnie wywyższonych ludzi.
Co było dalej?
Estera zaprasza króla i Hamana na ucztę i tam ujawnia swoje pochodzenie, prosi o życie dla siebie i narodu.
Hamanowi mina mocno zrzedła, gdy się o tym dowiedział.
Żydzi uzyskują od króla prawo do obrony i zniszczenia swoich wrogów.
Koniec historii jest taki, że Żydzi świętują pozbycie się wrogów, a Haman zawisł na szubienicy.
Dobre zakończenie tej historii.
Tak, ale…
Haman, ten Amalekita, potomek Agaga, znalazł się w Suzie i zajmował tak wysokie stanowisko tylko dlatego, że lata wcześniej ktoś zlekceważył boże postanowienia. Wspominałam króla Saula, który prowadzi wojnę z Amalekitami i zlekceważył boże wyroki. Miał wytępić cały ten naród. Nieprzyjemne, nieakceptowalne dzisiaj, niehumanitarne i wiele takich „nie…” pcha się na usta, jednak jak pokazała przyszłość, miało to sens.
Cała historia 1 Ks. Samuela 15:1-33
Saul ocalił Agaga i to, co uznał za najlepsze u Amalekitów, a skoro w przyszłości pojawia się jego potomek na dworze w Suzie, to widocznie i inne osoby z jego rodziny ocalały.
Zawsze, gdy bywało trudno, to Izrael musiał walczyć z Amalekitami. Izraelici nawet dzisiaj widzą Amalekitę w swoich wrogach. Hm…
Z nimi może być tak, że co wojna to jakiś ocaleje, by w najmniej odpowiednim momencie wyleźć i szkodzić.
Jak dla mnie to takim Amalekiem jest każdy nałóg, słaby punkt w charakterze, z którym się bawimy, cackamy, bagatelizujemy go, nie rozprawiamy do końca, niezamknięte sprawy. Dopóki o nim pamiętamy, że jest i może być groźny, ten siedzi cicho i się przyczaja. Wydaje się być oswojony i ogarnięty, niegroźny do pokonania.
Gdy nie widzimy potrzeby, by go dobić, bo i tak się prawie nie ujawnia, a my tak dobrze sobie przecież radzimy, to nasz Amalek wylezie i nam przyleje. Oj przyleje!
Jak pokonać Amaleka?
Po ludzku praktycznie się nie da, bo mało kogo stać na spacyfikowanie do gleby swoich słabości, wprowadzenie autodyscypliny do granicy bólu.
On zawsze pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie.
Zwycięstwo nad nim w Biblii zawsze dawał Bóg.
Estera została królową na długo przed tym, nim Haman postanowił zabić cały naród.
Dla mnie znaczy to, że Bóg przygotował ratunek długo przed kryzysem.
To On pokierował losem żydowskiej dziewczyny tak dziwnie. Estera sama nie planowała pewnie zamknąć się w haremie króla. Takie nieplanowane i zaskakujące zwroty w życiu Estery, Józefa były za to Bożym planem.
Czy oni byli z nich zadowoleni?
Niekoniecznie.
Znaczenie i sens wszystkiego – tych często trudnych i niefajnych doświadczeń – odkrywali dopiero gdy zmierzyli się z kryzysem.
Małe i duże przeszkody, trudności czy problemy mogą okazać się szczeblami do wyjścia z kryzysu, ale zawsze trzeba pamiętać, że prywatny Amalek może pojawić się niespodziewanie, wtedy, gdy i tak jest już ciężko. Warto więc zamykać sprawy, prostować relacje, gdy tylko jest taka możliwość.
Tak na marginesie to Księga Estery to dziwna księga, z ciekawą historią – wróce może kiedyś do niej.
Do napisania.
Beata
Uważasz, że artykuł może się komuś przydać – prześlij link do niego.
Chcesz być informowany o nowych tekstach na Kwadransie z Podkopem subskrybuj go na maila (w bocznej kolumnie strony).
Na Podkopie opowiadam o ludziach żyjących tysiąclecia temu, ich codziennym życiu, miejscach znanych z Biblii, historii chrześcijaństwa i tajemnicach starożytności.
Brak komentarzy