Jak dobrze zaczynać

Końcówka 3 i początek 4 rozdziału Ewangelii Mateusza to dla mnie wskazówka jak dobrze zaczynać zwłaszcza takie sytuacje, które zmieniają życie. Nim zacznę coś nowego, warto zakończyć stare rzeczy, pozamykać co można domknąć, by nie ciągnąć spraw niedokończonych, nieuregulowanych zobowiązań. Nie jest to jednak takie proste, bo zwyczajnie nie wszystko zależy ode mnie czy od Ciebie. Bywa jednak, że dochodzi się do tego momentu, w którym każdy z nas wie, że kolejne dni, kroki będą nową rzeczywistością, w jakiej przyjdzie nam funkcjonować.

 

Ciekawa jest dla mnie data publikacji tej części „Elementarza”. Miałam ją zaplanowaną na styczeń, jednak moje plany zmieniła seria zdarzeń. Najpierw padł mój komputer, kilka tygodni byłam właściwie odcięta od internetu i możliwości pisania. Później rozchorowałam się na kolejne kilka tygodni. Ledwo pozbierałam się, by ruszyć w normalny tryb życia spadła na nas kwarantanna. Zwłaszcza na jej początku nie bardzo wiedziałam co myśleć o zalewie złych wiadomość i strachu, jaki otoczył mnie dość nagle.
Złe wiadomości, dezinformacja, przekłamania, najdziwniejsze teorie, statystyki podawane wybiórczo, wiszący w powietrzu kryzys i zapaść gospodarki wprowadzały ciężką atmosferę. Ograniczenia wolności i nowe prawa były wprowadzane, jak to zwykle się obiecuje, tymczasowo dla dobra społeczeństwa, przyjmowane przez nie ze spokojem, a nawet ulgą. Jednak chaos, jaki tak naprawdę zapanował, odebrały mi chęć mówienia, czy raczej pisania. Musiałam sobie poukładać w głowie ten natłok informacji, porównać sytuację z tym, co było już nie raz w historii kryzysów, zaraz po nich i w przededniu dużych zmian.

 

Dobrze zaczynać — ważne jest, zwłaszcza jeżeli ten początek ma dotyczyć związanych z Bogiem, służbą Bogu czymś, co rozumiemy jako wypełnianie jego woli dla naszego życia.
Jezus był w takim momencie na początku Ewangelii Mateusza. Opisane jest tu wydarzenie tuż przed chwilą, w której miał zacząć nauczać, objawić się ludowi jako nauczyciel, nowy rabbi.

 

 

„Wtedy Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, aby być przez niego ochrzczonym. Ale Jan powstrzymywał go, mówiąc: Ja potrzebuję być ochrzczonym przez ciebie, a ty przychodzisz do mnie? A Jezus mu odpowiedział: Ustąp teraz, bo godzi się nam wypełnić wszelką sprawiedliwość. Wtedy mu ustąpił.” Mateusza 3;13-15

 

 

Sprawiedliwość o której tu mowa, idąc tropem greckiego słowa jakie zostało użyte, to stan akceptowalny dla Boga. Niekoniecznie dla człowieka wygodny, tak rozumiany przez niego. Tu liczy się Boga spojrzenie na to, jak sprawy powinny się mieć.

 

Zastanawiałam się jakie znaczenie ma tu zanurzenie w wodzie, którą nazywamy chrztem Janowym a z punktu widzenia Żyda, był to rodzaj rytualnego obmycia — mykwy, o której mówi Prawo.
Na pewno było to świadectwo dla ludzi, którzy wtedy szukali Boga — ten człowiek jest czysty.
Dla Jezusa jak chyba dla każdego człowieka ważna jest ta chwila, którą możemy wyraźnie określić jako początek albo koniec czegoś. Porządkuje ona coś naszej głowie.
Wiem, możesz teraz powiedzieć, że Jezus to nie zwykły człowiek, ale Pismo mówi, że był taki jak my, doświadczył wszystkiego tego, co my, więc myślę, że miał podobny do nas odbiór momentów przełomu, w których widzimy początek lub koniec. Zresztą jego życie to potwierdza np. modlitwa w Getsemani przed aresztowaniem.

 

Takimi punktami może być nawrócenie, na pewno jest nim ślub, śmierć bliskiej osoby, narodzenie się dziecka w rodzinie, są nimi dla wielu początek i koniec studiów, początek nowej pracy, założenie własnej firmy, przejście na emeryturę. Tych momentów przełomu czy też zmiany można wymienić naprawdę bardzo dużo. Dobrze jest zacząć je od wydarzenia, które zapadnie nam w pamięć.
Czegoś z przytupem, żeby to zapamiętać jako świadectwo dla siebie – to wtedy się stało, wtedy wybrałem, zdeklarowałem się.

 

Takim momentem jest dla mnie między innymi chrzest.
O nim samym powiem więcej innym razem. O tym, jak stał się sakramentem, obrzędem, jak rozumiano go kiedyś i czym jest dla mnie. Teraz mówię o tym, by dobrze zaczynać, ważne jest to publiczne zanurzenie wśród ludzi deklarujących zmianę życia, nazywane przez nas nawróceniem, pokutą.
To był dobry punkt startowym.
Gdy tylko Jezus wyszedł z wody, dostał potwierdzenie swojej misji, którą zaczynał — Bóg się do niego przyznał, głos Boga, który mówi: „To jest mój umiłowany Syn, w którym mam upodobanie”.

 

Kolejne ważne elementy dobrego początku to odosobnienie i post, czyli pozostanie z własnymi myślami, bez dobrych rad, ciągle nowych bodźców i podsuwanych pomysłów.
Jezus prosto z Jordanu poszedł na pustynię i pościł tam 40 dni.

 

Ostatnie tygodnie większości z nas zafundowały odcięcie od spraw zwykle zajmujących nam czas i myśli. Praca stanęła, zakupy ograniczone do minimum, wszelkie wyjścia, nabożeństwa, konferencje, treningi, koncerty, czy zwykłe rodzinne spotkania zniknęły z rozkładu naszych dni i tygodni.

 

Kwarantanna potraktowana jako przymusowe zatrzymanie aktywności i konieczność zastanowienia się czego naprawdę potrzebuję, co jest ważne i na czym opieram poczucie bezpieczeństwa – potraktowana jako Boży dar to pouczająca lekcja.
Nie bicz boży, spisek złych ludzi, bunt przyrody, nowe prawa i antychrysty w akcji, a dar i czas dany przez Boga na opamiętanie, przebudzenie i oczyszczenie dla Jego ludzi.

 

Takie rozumienie tego zamieszania, strachu i wielu złych rzeczy, jakie może przynieść kryzys gospodarczy, nie jest miłe dla ucha, oka i samopoczucia obnaża jednak kilka spraw.

 

Na kim opieram swoje bezpieczeństwo?
Finanse, stabilna praca, ludzie dający mi oparcie, możliwość swobodnego podróżowania, wolność słowa?

 

Lekcja, jaką odebrałam sama, nie jest miła dla mnie. To, co ma być priorytetem, stało się tylko jednym z priorytetów.
Czy jednak może ich być kilka?
Wtedy to już nie są priorytety, skoro możesz wybierać, który z nich ważniejszy.

 

Co ma być celem, czemu mam podporządkować decyzje i wybory w życiu?

 

 

„Ale szukajcie najpierw królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a to wszystko będzie wam dodane. Dlatego nie troszczcie się o dzień jutrzejszy, gdyż dzień jutrzejszy sam się zatroszczy o swoje potrzeby. Dosyć ma dzień swego utrapienia”. Mateusza 6;33-34

 

 

Oczywiście mogę na swoją obronę wyliczyć, co robiłam i jak dla Boga, ale czy to na pewno jest to co mam robić i tak jak On tego ode mnie oczekuje?
Mogę nawet podpierać się Biblią jako argumentem, że przecież tak mówi Słowo! O tym będzie kolejny odcinek „Elementarza”, a jego tytuł mówi wiele „Co mnie kusi, co mnie nęci”

 

Na razie, przez najbliższe dni, chcę sobie przypomnieć, czym jest Królestwo o przyjście którego modlę się przecież codziennie i które już tu jest, jak powiedział Jezus.
O Królestwie Bożym pisałam w jednej z części „Ojcze nasz” tu Przyjdź królestwo Twoje

 

Przyjdź Królestwo Twoje

 

 

Napisałam tam takie zdanie:

 


Wszystko, co robimy, świadczy o tym, kogo mamy za Pana, jakiemu władcy służymy, jaka filozofia jest naszym chlebem powszednim.


 

Dzisiaj ono jest moim sędzią. Nie widzę by boże zasady, miłość, wybaczenie, pokój były obecne w każdym moim działaniu, relacjach z najbliższymi. Staram się, ale czy robię to według mojej skali ważności rzeczy, sprawiedliwości czy tej, jaką ma Bóg?

 

Jeden moment i wszystko, co uznaję za potrzebne do życia jak dach nad głową, ubranie, jedzenie, praca, możliwość podróżowania, odwiedzania najbliższych może mi zostać zabrane.
Czy jednak nawet wtedy ludzie widząc jak postępuję, co i w jaki sposób mówię, czy pokonał mnie strach, czy nadal patrzę z nadzieją w przyszłość i otwarcie mówię prawdę, powiedzą: „To jedna z tych ludzi od Jezusa, która mówi, że zawsze jej bezpieczeństwo i zaopatrzenie jest w rękach Boga.”

 

Beata

Brak komentarzy

Zostaw komentarz