O gotowaniu żaby

Dzisiaj podzielę się z Wami czymś, co widzę coraz wyraźniej i co zaczyna mnie uwierać.
Tak, będzie o gotowaniu żaby!
Wiecie jak można ugotować żabę tak, by bez oporu na to pozwoliła, a nawet nie zorientowała się, że umiera?
Żaby jak każde żywe stworzenia mają słaby punkt – nie są odporne na bardzo wysokie temperatury. Gdy robi się za ciepło, ich tkanki najzwyczajniej w świecie się ugotują. Podobnie jak inne żywe organizmy nie pchają się więc w ogień ani wrzątek z własnej woli. No może poza nieliczną grupą samobójców, którzy chcą w ten sposób skończyć swój żywot, ale nie o nich dzisiaj.

 

Teraz mówię o normalnym przeciętnym żyjątku, które chce nadal żyć, a najlepiej długo i wygodnie.
Skłonienie takiego lubiącego oddychać, jeść i wydalać stworzonka, by bez oporu dało się uśmiercić, wydaje się wręcz niemożliwe. Gdy jednak nie można czegoś osiągnąć grając otwarcie, zawsze zostaje droga podstępu.
Tak też gotuje się żaby.
Wystarczy nakłonić ją, by usiadła w misce lub innym pojemniku z wodą, który stoi na kuchence, palniku gazowym lub czymś, co da się podgrzewać.

 

Żaba siedzi w wodzie, kumka uroczo — przecież jest wygodnie, mokro i przyjemnie. Nic złego się nie dzieje, a nawet może powiedzieć, że jest bezpiecznie. Teraz bez straszenia, przemocy czy wrzasku, wystarczy delikatnie zacząć podgrzewać wodę.
Jeden warunek – robić to trzeba bardzo powoli.

 

Zawsze można pierwsze zmiany temperatury wytłumaczyć lokatorowi gara, że to z myślą o jego wygodzie, zdrowiu podnosimy temperaturę kąpieli.

 

Gdy woda jest już tak ciepła, że tkanki zaczynają umierać, żaba zasypia, a w końcu kona.
Przyjemne ciepełko osłabiło zmysły, a podnoszona powoli temperatura je oszukała.
Żaba przegapiła własne umieranie.

 

Metodą gotowania żaby urabia się społeczeństwa, wspólnoty, czasem mniejsze grupy jak rodzina czy pojedyncze osoby jak współmałżonek, by były gotowe przyjąć jako dobry dar praktycznie wszystko, co im sprzeda właściciel gara.

 

Ostatnie stulecie to ciągły proces podgrzewania wody w naszym świecie. To prawda, że był to też spory postęp w nauce, medycynie, podniesienie standardu życia, wyrównanie praw, szans itd.
Czy jednak zawsze były to zmiany ku dobremu, czy tylko piana mająca urozmaicić kąpiel gotowanym ludziom tak, by nie zauważali, że tracą więcej niż zyskują?
Patrząc na zmiany, jakie zaszły w świecie od czasów tuż przed wybuchem I wojny światowej, myślę, że więcej tracimy, a co gorsze nawet tego już nie dostrzegamy.
Podam kilka przykładów takich zmian w społeczeństwie, rodzinie i kościele — rozumianym jako wspólnota wszystkich wierzących w Jezusa jako Zbawiciela.

 

Społeczeństwo, gospodarka, od wieków funkcjonuje w oparciu o pieniądz. Kiedyś miał on swoją wartość w odpowiednim kruszcu. Dzisiaj jest tylko papierem o umownej wartości, który w każdej chwili może po prostu stracić ją i być zwykłym śmieciem.
Dawniej pieniądze wybijali ci, którzy mieli ów kruszec i władzę, więc królowie czy miasta. Dzisiaj robi to sztuczny twór nazywany Bankiem Centralnym, któremu jak do tej pory nikt nie odważył się powiedzieć „sprawdzam”.
Gdy człowiek idzie do sklepu, rusza w podróż, zwykł brać ze sobą odpowiednią do potrzeb ilość pieniędzy.
Żyjemy w społeczeństwie, gdzie prawie za wszystko trzeba płacić, więc wydaje się to normalne. Jednak już nie dzisiaj.
Dzisiaj dobrowolnie oddajemy pieniądze instytucji zwanej bankiem, a ta daje nam kawałek plastiku, twierdząc, że za pewną opłatą zaopiekuje się naszymi pieniędzmi. Nie mamy ich w domu ani w portfelu. Pełni ufności pracujemy za pieniądze, które prawie nigdy nie trafiają fizycznie w nasze ręce, tylko przepływają między bankami, sklepami, urzędami. No tak, to nie pieniądze, tylko papierek o umownej wartości.

 


Wiecie, jacy ludzie w dziejach świata nie mieli prawdziwego pieniądza i kontroli nad tym co wypracowali?
Niewolnicy.


 

Dzisiaj życie ludzi zaczęło się kręcić wkoło pracy, kariery, a ta oznacza jeszcze więcej pracy i czasu, jaki oddajemy naszemu pracodawcy.
Więcej pracy to wyższy standard życia, więcej pieniędzy, więcej zakupów. Kupowanie stało się religią wielu współczesnych społeczeństw.

 

Wolny dzień trzeba wykorzystać na odwiedzenie galerii handlowych, bo praca zajmuje tyle czasu, że w inne dni nie starcza go na zakupy. Wszechobecna reklama kusi – musisz to mieć, „jesteś tego warta” i tym podobnymi hasłami wskazującymi na hedonizm, jako idealne podejście do życia. Czas to pieniądz!

 

Kupujemy coraz więcej i coraz częściej nie tylko dlatego, że chcemy, ale również dlatego, że musimy. Rzeczy są coraz gorszej jakości, jedzenie to papka konserwantów i tanich produktów uzyskiwanych nieetycznie, za grosze, a sprzedawanych drogo.
Nazywa się dzisiaj normalne jedzenie, nienafaszerowane chemią „bio” lub „eko” . Sprzedaje się je za ceny, na zapłacenie których stać nielicznych.
Czytając etykiety ze składem zwykłego chleba włosy stają mi na głowie!
Przecież to nie jest chleb!
Mąka, woda, zakwas, odrobina soli i czas – z tego powstaje chleb.

 

Zysk i chciwość napędzają jednak tak zwanych producentów, a żaby i tak kupią to coś sprzedane im jako pieczywo, zapłacą przy tym podatek VAT, oraz swoim zdrowiem. Nasze ciała nie są zbudowane z tych wszystkich „E”, spulchniaczy, wzmacniaczy smaku, konserwantów i sztucznych barwników więc w końcu się zbuntują.

 

Bunt ciała to choroba.
Chory człowiek idzie do lekarza.
Od drugiej połowy XIX wieku to państwowe instytucje decydują, kto może leczyć i jak. Dawniej lekarze uczyli się i to długo, praktykowali pod okiem doświadczonego medyka, a rynek, czyli wyleczony pacjent weryfikował ich umiejętności oraz przydatność metod leczenia, jakie proponowali.
To miało dobre i złe strony.
Pacjent jednak zawsze mógł powiedzieć „nie”.
Dzisiaj ma coraz mniejsze prawa. Lekarze decydują o tym, co ma połykać, jakie operacje przejść, a w wielu krajach i o tym, kiedy ma umrzeć.
Nie muszą informować pacjenta o swojej decyzji, która wpłynie na jego życie.
Powiecie, że wiedzą lepiej, bo są specjalistami.
OK, ale są też omylnymi ludźmi, czasem niedouczonymi. Bezpieczniej jest sprawdzić, skonsultować w wybranym przez pacjenta miejscu ich pomysły na leczenie.

 

Poza tym jako człowiek mogę zwyczajnie nie chcieć korzystać z pewnych nowoczesnych terapii czy leków ze względu na własne sumienie. Wiele z tego, co oferuje dzisiejsza apteka, ma swoje źródło w obozach zagłady i eksperymentach niemieckich faszystowskich lekarzy. Warto o tym wiedzieć połykając na przykład aspirynę firmy Bayer.
Zadziwiająco dużo nowych leków i metod tak zwanego leczenia, chociażby raka, pochodzi z eksperymentów koncernu o nazwie I.G. Farben.

 

Zdaję sobie sprawę, że najprostszym sposobem odwrócenia uwagi gotowanej żaby, jest zasianie w jej głowie myśli o wariatach szukających spisków. Problem pojawia się wtedy, gdy żaba nie szuka informacji na dziwnych stronach w internecie, ale sięga do stron rządowych, danych udostępnionych przez firmy, producentów czy opracowań dokumentów historycznych.
Taka żaba zaczyna czuć, że woda parzy. Budzi się z przyjemnego zasypiania we wrzątku.

 

Rodzina żab siedzi też wygodnie w garze i nie widzi, jak rozrywane są więzy między jej członkami.
Brak więzów to brak zobowiązań, więc większa wolność – tak ładnie sprzedaje się ten zawoalowany proces. Poza tym ważne, by żyć wygodniej, a na to trzeba zapracować, więc więcej pracy więcej pieniędzy, a mniej czasu na zebranie myśli. Miraż lepszego życia odcina dzieci od rodziców, dziadków, kuzyni już nawet nie poznają się na ulicy, bo widzieli się ostatnio kilkanaście/kilkadziesiąt lat temu.

 

Brak więzi w razie problemów oznacza brak wsparcia.
Żaba staje się bezbronna.
We wspierającej się rodzinie, grupie przyjaciół, zżytej wspólnocie, zwykle ktoś zna inne rozwiązanie na przykład problemu z urzędem, lepszego lekarza w razie choroby, wstawi się za człowiekiem czy wzniesie raban – bo „naszych biją!”.

 

Samotny człowiek do tego w imię prawa i bezpieczeństwa społecznego pozbawiony jakiejkolwiek broni jest tylko nieuzbrojoną ofiarą. Zauważyliście, że we współczesnych społeczeństwach broń mają tylko przestępcy i rządy czy raczej podległe im wojsko, policja oraz panowie w czarnych garniturach?
Normalny, przeciętny, pracujący, spokojny, zdrowy psychicznie człowiek jej nie posiada i trudno mu ją zdobyć legalnie.
Nawet bronić nie może się stosownie do ataku, bo za tak zwane przekroczenie obrony koniecznej sąd może uznać ugodzenie napastnika jego własnym nożem w szamotaninie i będzie to karalne. Karę poniesie ofiara.
Żaba ma być bezbronna i nawet tego nie widzieć.

 

Kościoły nie są dzisiaj schronieniem dla żab. Tam gotowanie zaczęło się dużo, dużo wcześniej. Podgrzewanie wody zaczęło się gdzieś na przełomie III i IV wieku. Powoli proces ten nabrał rozpędu i dzisiaj wszystkie denominacje siedzą w jednym garze z gotującą się wodą, nawet tego nie dostrzegając.
Kolejne podnoszenie temperatury to ustanowienie „ojców kościoła”.
Tak, wielu mówiło dobre i mądre rzeczy, ale ci sami ludzie jak to ludzie, powiedzieli też sporo bzdur, żyli delikatnie mówiąc, nieładnie. Nie są niepodważalnymi autorytetami, a w każdym razie nie powinni być. To ludzie jak my i tyle.

 

Charyzmatyczni przywódcy byli czasem błogosławieństwem dla kościoła, ale częściej przyczyną potknięcia.
Z chrześcijaństwem jest ten problem, że tu nie ma drogi grupowej, zbiorowego zbawienia a jest indywidualne. Chociaż mamy żyć we wspólnocie to jednak każdy w swoim sumieniu, sercu i umyśle, musi rozważyć każde słowo, naukę i przykazanie z Pisma.
Dobry, przekonujący nauczycie, który nie pozwala na zebranie myśli, zadawanie niewygodnych pytań, czasem na bardzo powolne dorastanie w wierze, nieco inne rozumienie tak zwanych „prawd wiary”, nie uczy, a indoktrynuje. Zmuszanie kogokolwiek do przyjęcia na wiarę pomysłów jakiegoś człowieka nazywanych dogmatami, powstałych często w nieładnych okolicznościach walki o władzę to indoktrynacja.
Niestety każdy ma w jakiejś tam części skrzywione nią myślenie, przez przekazywanie wartości i wiary rodziców. To jednak normalne, bo dziecko jest częścią rodziny. To rodzice nie państwo czy sąd ma nad nim władzę. Nawet ono ma jednak prawo zadawać pytania, a odpowiedzialnością rodzica jest na nie odpowiedzieć, zgodnie z prawdą i własnym przekonaniem. Jako dorośli możemy zanegować owe wartości wpojone nam w dzieciństwie.

 

Czasem proste pytanie: „czy Bóg mówi do ludzi”, potrafi wywrócić wszystko do góry nogami.
Jedni protestanci powiedzą „tylko Pismo”, a jednocześnie wierzą, że nadal Bóg do nich mówi przez okoliczności, proroctwo, sny, a nawet bezpośrednio.
Drudzy, chociaż wierzą w swoje „5 sol” i to, że Bóg się nie zmienia, ograniczą Go do tego, co spisano na papierze, uznano za kanon i spięto w księgę nazywaną Biblią. Bóg będzie więc niemy i ograniczony tym, co narzucili mu ludzie.
Podobnie robią katolicy, dla których ludzkie zwyczaje jak tradycja i elita z lepszym dostępem do Stwórcy, ustanawiają co jest prawdą, dobre i właściwe.
Tak sola scriptura, tradycja, nauczycielski urząd kościoła, stają się kolejnymi stopniami podgrzania wody w garze.

 

„I spełnia się na nich proroctwo Izajasza, które powiada: Będziecie stale słuchać, a nie będziecie rozumieli; będziecie ustawicznie patrzeć, a nie ujrzycie. Albowiem otępiało serce tego ludu, uszy ich dotknęła głuchota, oczy swe przymrużyli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, i sercem nie rozumieli, i nie nawrócili się, a Ja żebym ich nie uleczył”. Mateusz 13,14-15

 

 

 


Stawianie pytań to szukanie odpowiedzi.
Bywa groźne tylko dla fałszywych prawd, słabej wiary i represyjnego systemu władzy.


 

 

Nieszukanie odpowiedzi, niesprawdzanie pochodzenia tego, czym karmimy ciało i ducha to zgoda na ugotowanie w garze.

 

Żabą może być każdy z nas. Wspólnota – nieważne czy będzie to rodzina, przyjaciele, z którymi zjadło się garniec soli, czy ludzie podobnie wierzący, żyjący blisko siebie, troszczący się o siebie z powodu Jezusa, który jest ich nauczycielem i Panem, ma właściwości otrzeźwiające. Pozwala zauważyć gar, podnoszoną temperaturę, bo w niej zawsze jest ktoś odporniejszy na pewne kłamstwa, fałsze i ściemy.

 

 

„Mówił, więc Jezus do Żydów, którzy uwierzyli w Niego: Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi”. Jana 8,31-32

 

 

Prawda, którą oferuje Jezus, bywa niewygodna, trudna, ale zawsze daje wolność.
Z nią niekoniecznie jednak łączy się wygodne, bezpieczne, bezkonfliktowe i zasobne życie. Zresztą On sam ostrzega, że będzie czasem ciężko.

 

Patrząc na dzisiejsze czasy, wiadomo, że przebudzona żaba będzie atakowana, ośmieszana, izolowana przez gotujące się żaby, którym jest dobrze i ciepło podczas umierania. Nie będzie też podobać się panom strzegącym gara, ale cóż wolność ma swoją cenę.
Często bardzo wysoką cenę.

 

Ku swojemu zaskoczeniu dochodzę do wniosku, że w naszej kulturze częściej może być to płacenie za brak zgody na nieetyczną produkcję ubrań i rzeczy, którymi się otaczamy, niezgodę na branie udziału w wyścigu szczurów, podważanie odgórnie ustalonych autorytetów przez zadawanie kłopotliwych pytań, niż bezpośredni atak na wiarę w Jezusa.
Zawsze znajdzie się przecież pożyteczna, gotująca się w garze żaba, wyznawczyni doktryny jednego wersetu, która zacytuje „wszelka władza pochodzi od Boga” więc m…a w kubeł!
To nic, że cytując 1 werset z 13 rozdziału Listu do Rzymian, pominie milczeniem wersety 2, 3, 4 i 5. Na wyrywaniu z kontekstu i pomijaniu tego, co reszta Pisma mówi na dany temat, polega doktryna jednego wersetu.

 

Długo zastanawiałam się, czy napisać ten tekst, czy go opublikować na Kwadransie. Ostatnie tygodnie sporo zmieniły w moim życiu. Widziałam za dużo ugotowanych żab w tym krótkim czasie. Za dużo żab, które chciały zatrzymać w garze wybudzonych ze śmiertelnego letargu kumpli.
Postanowiłam, że będę mówić tu otwarcie także o wypaczeniu etyki, jaką kierowała się do niedawna Europa, o odwróconej wartości i nazywaniu dobra złem a zła dobrem.
Będę pisać o eutanazji, pochodzeniu tego, co nas otacza jak leki, ubrania, jedzenie, o prawach jednostki i szukać odpowiedzi na kłopotliwe pytania dla wszelkiej maści duchowych przywódców. Tematom przyglądnę się oczywiście z Biblią w ręku, bo nie da się oderwać żadnego aspektu życia od praw i Boga, w którego wierzę.
W sumie robię to od początku, ale dosyć delikatnie. Ten czas dla mnie się skończył. Jeżeli tylko czas i zdrowie mi pozwolą, postaram się raz w tygodniu dodać tekst poruszający temat gara i podgrzewania wody w nim w celu uśmiercania żab.
Życzcie mi powodzenia.

 

Beata

 

2 komentarze

  • edv 19 maja 2018 at 09:51

    „Zawsze znajdzie się przecież pożyteczna, gotująca się w garze żaba, wyznawczyni doktryny jednego wersetu, która zacytuje „wszelka władza pochodzi od Boga” więc m…a w kubeł!
    To nic, że cytując 1 werset z 13 rozdziału Listu do Rzymian, pominie milczeniem wersety 3, 4 i 5.”

    Czy możesz rozwinąć ten temat? Co zmieniają wersety 3, 4 i 5?

    • Podkop 19 maja 2018 at 11:15

      Zacytuję ten fragment w całości :
      „Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. (Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia. Albowiem rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę. Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga, [prowadzącym] ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle. Należy więc jej się poddać nie tylko ze względu na karę, ale ze względu na sumienie”.
      Nie każdej władzy należy być posłusznym.
      Nie każda władza za dobre wynagradza a za złe karze.
      Klasyczny przykład nieposłuszeństwa władzy pokazali pierwsi chrześcijanie przez nieskładanie ofiar bogom Rzymu. Skrzywione przez dziwaczne pojmowanie tego fragmentu sumienia chrześcijan w Niemczech lat trzydziestych i czterdziestych kazały im popierać Hitlera.
      Rozwinę ten temat niedługo na Kwadransie.

Leave a Comment

%d bloggers like this: