Efekt motyla i lekcja Hioba

Efekt motyla to taka dziwna drobna zmiana, która jest praktycznie niezauważalna a prowadzi do wielkich, czasem katastrofalnych zmian.

 

W 1963 roku niejaki Edward Lorenz doszedł do wniosku, że nie da się przewidzieć pogody, bo jest za dużo drobnych zmian, których nie łapiemy a „nawet machnięcie skrzydeł motyla w Brazylii może wywołać tornado w Teksasie.” Chcemy czy nie ale tak właśnie jest.

Drobne zmiany, działania z pozoru nic nie znaczące zwykle lekceważymy, podchodzimy do ich wykonania mechanicznie.
No powiedzcie sami czy gdy trzeba wstać przed świtem zrobienie kawy nie odbywa się prawie z zamkniętymi oczami i automatycznie 😉
Jakie znaczenie ma to czy ją parzymy w skupieniu czy robimy to jak automat?
Bywa, że ma – gdy wrzątek zamiast w kawiarce wyląduje na ręce. Zależnie od tego jak mocno ją poparzymy i co musimy robić tą ręką, mamy przymusowe wolne i zdezorganizowane kilka dni do czasu aż wydobrzeje.
Taki drobiazg jak zaspanie, poranna kawa i centymetr nie w tę stronę co trzeba polał się wrzątek a ruszyła lawina nieplanowanych zmian i działań.

Ostatnio często i gęsto widzę „efekt motyla” w swoim życiu a – jak sądzę – wielu takich ruszonych niepostrzeżenie lawin nie widzę!
Dlaczego o tym piszę?

Z jednej strony wiem, że trzeba mocno dać na luz w planowaniu czegokolwiek, ocenianiu wydarzeń czy pedantycznym pilnowaniu siebie – bo przecież odpowiadamy za każde słowo a wszystko co robimy mamy robić jak dla Pana.
Tak to jest ważne ale z drugiej strony, jak na ironię nie mamy pojęcia co jest ważne, które słowo zmieni coś w życiu drugiej osoby, jaki nieznaczący w naszej ocenie gest da do myślenia komuś.

 


Efekt motyla łączy się z teorią chaosu zakładającą, że pojawiają się małe zaburzenia i…cały układ może rozpaść się w drobny mak.


 

Jakoś dziwnie widzę sens, realizowany jakiś plan w tych małych zaburzeniach, przypadkach, wypadkach.
Czy warto załamywać się gdy dopracowany plan, zorganizowany wyjazd, nagle rozpada się w niebyt z byle przyczyny?
Hm. Szkoda, w końcu człowiek sobie coś planuje, wkłada w to prace a na koniec nie dostaje nic.
Czy na pewno nic?
Nie namawiam nikogo do doszukiwania się na siłę sensu i wartości, w każdej drobnej zmianie, katastrofie kuchennej czy załamaniu pogody, ulewach weekendowych gdy jest to akurat ten nasz jedyny, wyczekany od tygodni dwudniowy wypad w góry.
Tak sobie myślę jednak, że część tych doświadczeń jest taką dość lajtową szkołą wprowadzania w życie zaufania do Boga i odrabiania lekcji Hioba

 

 

 „Pan dał, Pan wziął, niech będzie imię Pańskie błogosławione” (Hi 1,21)

 
Wszystko co się dzieje po tych nieplanowanych przez nas zmianach może być zaś efektem motyla. Wszystko nawet to co nas spotka dopiero za rok czy dekadę.
Takie spojrzenie na życiowe perturbacje nie jest łatwe do wprowadzenia w życie ale na pewno trzyma stres na wodzy i kortyzol nas nie zaleje.
Zestresowany, nerwowy i spanikowany chrześcijanin to brzmi dość dziwnie, przyznacie. Przecież mówimy, że Bóg nad wszystkim panuje i wie co robi.

Kortyzol – hormon stresu produkowany przez nadnercza.

Myśli wpływają na ciało, ciało na myśli. Jesteśmy tym co jemy ale i co myślimy, jak reagujemy. Drobna zmiana w jednej z naszych części składowych (ciało, dusza, duch) to efekt motyla we wszystkich.

Beata

No Comments

Leave a Comment